Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca Cooks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca Cooks. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Cała jego wizyta trwała na prawdę krótko. Już mnie by tam trzymali chociażby kwadrans, gdy jego tylko pięć minut. Widocznie ten alarm był niepotrzebny. Gdy drzwi się otworzyły, podniosłam głowę do góry, aby sprawdzać kto to, gdy ukazał mi się Logan, wstałam z ziemi i otrzepałam tyłek z piasku.
- To by było na tyle. Jestem ponoć zdrowy, zobaczymy na jak długo... - powiedział przeciągając się, na co skinęłam głową.
- Czasem przeprowadzają takie zbędne badania - stwierdziłam na głos ze świadomością, ze mi się nigdy to nie zdarzyło.
Zaczęliśmy wracać i w milczeniu weszliśmy do jego pokoju. Ponownie położył się na łóżko, a ja na tym samym krześle, co wtedy. Za jakiś czas to miejsce będzie moim i tylko wyłącznie dla mnie. Oparłam ręce na stole, a na nich głowę.
- Ile już tu jesteś? - zapytał chłopak. Odpowiedziałam mu, że rok. - Nigdy nie pomyślałaś, by się stąd wyrwać? - spojrzał na mnie, a ja na niego. Chwilę milczałam.
- Wiele razy - powiedziałam w końcu i oparłam się o oparcie krzesła, odsuwając się tym samym od stołu.  - Ale to nie takie proste - dodałam, na co chłopak lekko się zdziwił.
- Przecież im prawie uciekłaś, gdy tak latałaś jak szalona. Gdybyś uciekła dalej, by cię nie znaleźli - zaśmiałam się cicho widząc jego naiwność, a raczej nie wiedze.
- Nie są tacy głupi - wytłumaczyłam. - Po pierwsze, cały budynek jest strzeżony. Po drugie na dwór wychodzimy tylko na treningi i pod nadzorem. Po trzecie, czyli w moim przypadku, wszystko jest ogrodzone murem, którego nie widać normalnie. Jest od oddalony od akademii dziesięć kilometrów, aby zmylić dzieciaki. Po czwarte, najważniejsze, każdy tak zwany "świeżak" ma wszczepiany czip w ramię - wskazałem miejsce powyżej łokcia, a trochę niżej niż cały bark.
- Nie ma możliwości wyjęcia czegoś takiego?
- Jest - skinęłam głową. - Możesz to sobie wydłubać żywcem nożem. Ale wtedy uruchomi się alarm - wytłumaczyłam.

<Logan?>

czwartek, 10 listopada 2016

Od Bianci cd. hsitorii Meilin

Biegnę ile sił w nogach, mając nadzieję, że zgubili mnie. Że są daleko w tyle, a ja przeskakuje przez wielki mur, na który nie mam pojęcia jak się wspięłam. Zeskakuje i pierwszy raz nie odczuwam strachu, gdzie wyląduje, ponieważ na dole nic nie ma. Znowu pustka, ciemność, która ogarnęła miasto, spowiła wszystko i wszystkich, oprócz mnie. Lecę przez parę sekund, aż w końcu ląduje na piasku. A raczej w ruchowych piaskach. Aby się wydostać, chwytam się liny, która zwisa z czarnego nieba i ciągnę. Nic się nie dzieje, aż w końcu lina sama zaczyna się ciągnąć ku górze. Wydostaje się i nie mogę się puścić. Dalej lecę w górę, jakbym chciała dotrzeć do gwiazd. A w rzeczywistości ktoś mnie ciągnie, ale kto? Nie wiem. Nagle lina się zrywa, a ja zaczynam spadać, aż ląduje w wodzie. Nie mogę płynąc, czuję, jak coś mnie ciągnie w dół, a moje powietrze w płucach powoli się kończy. Wypuszczam resztę, gdy próbuj krzyczeć, widząc dziwnego stwora. Ale zamiast tego tylko bąbelki zaczynają ulatywać ku górze, a potwór otwiera paszczę i zagryza ją na moim ciele.

Budzę się z krzykiem, ale jednak we własnym pokoju - tak jakby. Minął już rok od siedzenia w tym miejscu i w sumie to się przyzwyczaiłam. Ale to nie znaczy, że kiedyś stąd nie ucieknę...

<Meilin? Jak tam?>

Od Bianci cd. historii Logana

Gdy chłopak wyszedł z łazienki w nowych spodniach, postanowiliśmy się przejść w końcu do tego lekarza, bo po co tutaj dłużej siedzieć? Po za tym im szybciej to załatwi, tym lepiej, prawda? chociaż w sumie nie wiem, po co z nim szłam. To jego sprawa, a ja jestem tylko jedną z bardzo licznych bachorów, którego trzymają tutaj wbrew woli, mordując przed tym cała rodzinkę. Tak. To pięknie się opowiada.
Szliśmy w ciszy, a ochroniarze znowu się na mnie gapili jak na potwora. Tak samo na chłopaka. Zapewne mieli ochotę teraz do nas podbiec i uderzyć swoją strzelba, pistoletem, czy zwykła pięścią w twarz, głowę, abyśmy stracili przytomność, a potem żeby się na nas wyżywać. Ale nie mieli do tego prawa. Wszędzie są kamery, a właściciel tego wszystkiego wydawał mi się bardziej człowieczy niż oni wszyscy razem wzięci. W końcu on chce tylko pokoju i dobrej armii - chociaż jego pomysł jest gorszy niż idiotyczny.
- Poczekać na ciebie? - zapytałam zatrzymując się przed wejściem do sali. Chłopak chwilę milczał, aż w końcu odparł, żebym zrobiła tak, jak mi wygodniej. Zniknął za drzwiami, przechodząc na drugą stronę, a ja oparłam się o ścianę i zsunęłam po niej, tym samym siadając na ziemi. Dlaczego na niego czekałam? Bo nie miałam nic innego do roboty, a z nim chociaż mogłam porozmawiać. No i też byłam ciekawa co zrobią.

<Logan?>

środa, 9 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Przechodząc przez korytarz, spotykałam strażników, którzy uważnie mierzyli mnie wzrokiem, jakbym zaraz miała ich wszystkich powystrzelać, albo wszystko wysadzić jednym skinięciem palca. Czułam się, jakby mnie przeszywali oczami, to mordercze wspomnienie zabijało mnie od wewnątrz. Ale ja szłam z obojętną twarzą, z dumnie uniesioną głową do góry ciesząc się, że nie mogą mi nic zrobić. Może i istnieje tu bardzo surowy rygor, ale jednak człowiek pozostanie człowiekiem i nawet nieświadomie zachowa resztkę swej godności. Tak jak oni. Wiedziałam, czułam, że chcieli by mi właśnie coś zrobić, skrzywdzić tak, że już nigdy w życiu bym nie spojrzała na nich tak, jak teraz - czyli dumnie i z poczuciem wyższości - ale jednak istniała w ich mózgu jakaś mała świadomość, że w ten sposób utracą całe swoje człowieczeństwo, a tym bardziej dumę i honor, który w tych czasach każdy chciał mieć.
Gdy doszłam do drzwi chłopaka, zrezygnowałam z pukania, po czym weszłam do środka, przy tym lekko skrzypiąc drzwiami. Weszłam do środka zamykając za sobą drewniane drzwi. Podeszłam do niego, a on wstał.
- Wpadłaś zobaczyć czy jeszcze żyje? Widzę, że wyleczyli ci wzrok - zaczął.
Usiadłam na krześle, jakby to bł mój pokój. W rzeczywistości przez roczne siedzenie w tym zasranym miejscu, wszędzie czuje się jak u siebie, nawet na polach bitwy, treningach czy laboratorium - od małego bardzo szybko do wszystkiego się przystosowałam. Po dwóch wizytach w czyimś domu, za trzecim mogłam sobie sama zrobić coś do picia, tym samym proponując kawę rodziców przyjaciela. Może i było to dziwne, ale prawdziwe.
- To też - odparłam. - Głównie przyszłam tu po to, bo lekarz chce cię widzieć. Co ci jest, że plułeś krwią? - zapytałam nie ukrywając zaciekawienia.

<Logan?>

poniedziałek, 7 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Widziałam jak lekarz nakłada białe rękawiczki. Widziałam, jak przelewa coś do strzykawki. Widziałam, jak podaje jakiemuś chłopakowi pigułki. Widziałam, jak wstrzykuje jakiemuś ochroniarzowi coś do ramieniu. Widziałam.
Ja znowu widzę!
Tylko to miałam w głowie.
- I jak się czujesz? - podszedł do mnie lekarz, który był ubrany cały na biało, a w dłoni trzymał długopis i jakiś brudnopis czy notatnik.
- Widzę - odparłam, bo co miałam innego powiedzieć? To była prawda. Gdybym powiedziała, że dobrze, oczywiste, że by się spytał o moje oczy. A ja znowu widziałam!
- Coś cię boli? - pokręciłam przecząco głową. - Możesz normalnie oddychać? - pokiwałam twierdząco głową.
Zapisał coś na kartce, po czym wstał z siedzenia i kazał mi się położyć. Chwycił mała latarkę i zaświecił mi światłem po oczach, sprawdzając moje źrenice.
- Wygląda na to, że wszystko w porządku - wyprostował się, a ja przeszłam do pozycji siedzącej. Ponownie coś zapisał na kartce, po czym zawiesił pióro na teczce i je zamknął.
- To wszystko? - zapytałam, a on skinął głową.
- Załatwiliśmy twój wzrok, jak i serce. Teraz wszystko powinno być dobrze - oświadczył.
Skinęłam głową, po czym zeskoczyłam z łóżka, gdy on podszedł do biurko. Miałam zamiar wyjść stąd, gdy zatrzymał mnie. Chciał, abym przyprowadziła Logan'a Black'a. Ponoć zauważono u niego plucie czy tam kaszlanie krwią. Nieco się zmartwiłam. W końcu to jedyna osoba, z którą mam szansę rozmawiać, a tu się okazuję, że może mieć gruźlicę? To super. Dwa kaleki.
Skinęłam głową po czym wyszłam i zaczęłam się kierować do jego pokoju.

<Logan?>

niedziela, 6 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Lekarz przez jakiś czas był cicho, jakby patrzył na odchodzącego chłopaka. Dopiero po paru sekundach się do mnie zwrócił. Wcześniej myślałam, że jest on moim wytworem wyobraźni i go tutaj nie ma.
- A więc skutki uboczne to ślepota? - stwierdził. Jego głos był spokojny, za co chciałam mu przywalić. Ale nie wiedziałam gdzie mam kierować pięść, dlatego też usiadłam na wybranym przez niego miejscu. Kazał mi się położyć. W tym momencie usłyszałam bieg parunastu ciężkich kroków. Czyżby to moi strażnicy, którym udało mi się uciec?
- Tutaj jesteś - warknął jeden z nich.
I od tamtej pory zaczęła się kłótnia na pół godziny. Wszyscy się darliśmy, ja chyba najgłośniej, chociaż próbowali mnie uspokoić. Musiałam im udowadniać, że jestem ślepa. Zaczęłam ich wyzywać od niekompetentnych ślimaków - normalnymi wyzwiskami nic bym nie zdziała - i takich tam. Tłumaczyłam im, że to było w celu mojego badania. Musiałam sprawdzić skutki uboczne. Potem zajęłam się obroną chłopaka, aby jemu nic nie zrobili za opuszczenie budynku bez pozwolenia. Ze swojego tematu, przeszłam na uratowanie mi tyłka przez Logana. Że gdyby nie on, bym się zapewne zabiła. Wymusiłam w sobie także łzy, które oznaczały strach. Po tym ciężkim dowodzie udowodnienia, że nie zasługujemy na karę, odeszli w końcu. Musiałam to wszystko nawet porównać do prawdziwej bitwy. Że mogliśmy zginać, że oni także. Wszystko skleiłam w całość i bardzo wątpiłam, a nawet byłam pewna, że nic mu nie zrobią, ani mi, czy jego maszynie. Jak na razie wszystko zapowiadało się całkiem normalnie. Jeszcze tylko wzrok...
Poczułem ukłucie w karku i po chwili ciemność nie oznaczała ślepoty, tylko zemdlenie.

Stanęliśmy na przeciwko siebie. Tylko ja i on. Sami na polu. Jeden cel - walka. Na śmierć i życie? Być może. Jeśli wpierw on nie ucieknie, bo ja nie mam zamiaru się poddać. Przygotowałam się. Byłam w stu procentach gotowy, tak jak on. Wiatr był po mojej stronie. Stanęłam w odpowiedniej pozycji, po czym zmarszczyłam czoło.
- Gotowy? - zapytałam.
Skinął głową. Obydwoje ruszyliśmy w tym samym momencie odbijając się tylnymi łapami od ziemi. Skoczył na mnie, ale ja zrobiłam szybki unik. Tym samym chciałam go uderzyć tylnymi łapami, jednak on odskoczył. Ruszyłam na niego biegiem, a gdy wylądowałam na nim, chwilę się zataczaliśmy po błocie, aż mnie nie ugryzł w szyję. Cicho zaskowytałam, po czym uderzyłam go pazurami po mordzie, tym samym zostawiając ślad na jego policzku. Puścił mnie, a ja go kopnęłam tylnymi łapami. Uderzył plecami o kamień, jednak się nie poddał. Skoczył na mnie, a ja przyjęłam jego atak. Otwarłam pysk i przejechałam kłami po jego twarzy, odgryzając tym samym część jego ucha. Usłyszałam cichy jęk bólu, a następnie sam go poczułam na przedniej łapie. Wgryzł mi się w nią, a ja byłam zmuszony drugą wydłubać mu oko, a następnie ugryźć go w szyję. Puścił mnie. Chwyciłam go za fraki i rzuciłam nim o drzewo. Usłyszałam chrupnięcie kości. Zaczęłam biec za nim, jednak łapa mi w tym przeszkadzała. Wgryzł się głęboko, jeśli nie tknął kości. On sam zaś zaczął uciekać, chociaż z trudem. Przywalił głową o drzewo i teraz biegł, jakby był po alkoholu. Wiedziałam, że to nie był koniec...


A gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam biały sufit.

<Logan?>

sobota, 5 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Ciemność. Czarne tło. Nic więcej. Słyszałam chłopaka, ale go nie widziałam. Po prostu jakby nadeszła noc, tak z sekundy na sekundę i nic nie widziałam. Machnęłam ręką przed swoją twarzą, ale nic nie widziałam. Żadnego machnięcia, żadnego mignięcia, żadnej kreski. Nie byłam teraz pewna, czy przystawiłam ją sobie do twarzy, ale gdy dotknęłam nosa zaczęłam się bać.
- Ej... jesteś tu? - zaczęłam szukać chłopaka ręką. Nie wiem za co złapałam, ale chyba za skrawek jego ubrania.
- Bianca, co jest? - jego głos był spokojny, a ja nawet nie wiem gdzie moje oczy były skierowane. Przełknęłam gulę w gardle. Zamrugałam oczami, potem je potarłam... ale nic. Została tylko ciemność i lekkie pieczenie oczu.
- Nic... nie widzę... - powiedziałam spokojnie, jakby to była najdziwniejsza rzecz na ziemi. A nie była. Aczkolwiek mimo, że nie wiedziałam co się dzieje, zaczynałam w środku się bać, mój głos był spokojny. Nie płakałam - chyba. Nie czułam mokrych oczu czy polików. Tylko jego ubranie, które dalej trzymałam, jakbym się bała, że zaraz zniknie. A tak szczerze, w tej chwili nie chciałabym zostać sama w lesie nic nie widząc. - Weź mnie do laboratorium... Proszę - pociągnęłam go lekko za ubranie. Miałam nadzieję, że oni coś z tym zrobią.

<Logan?>

Od Bianci cd. historii Logana

Nie rozumiem. Dlaczego nie mogę się zmęczyć? Eh... Zazwyczaj ludzie chcą mieć dużo energii, a ja w tej chwili marze o tym, abym jej nie miała. abym się wykończyła i poszła spać. Ale nie mogłam. Słyszałam jak mi serce łomotało w piersi, jakby przeniosło się do mojego umysłu. Nagle drogę zagrodził mi chłopak na swoim motorze. Przystanęłam i od razu tego żałowałam. Moje ciało zaczęło jakby drżeć i musiałam się zmusić, aby stać.
Pokręciłam przecząco głową.
- Spokojnie. To ich wina, nie mogą mnie ukarać - oznajmiłam. Logan widocznie w to nie wierzył.
- Serio w to wierzysz? - podniósł jedną brew do góry.
- Tak - powiedziałam stanowczo. - Podali mi jakieś środki, więc mogę się kłócić. Do tego lekarz, który mnie badał, chciał, abym przetestowała skutki uboczne czy coś takiego. I właśnie to robię, więc mogę na niego zrzucić cała winę - nawet nie dyszałam. Serce, a płuca w ogóle się nie dogadywały. Czułam, że szybciej padnę na zawał serca niż ze zmęczenia. - Ile minęło czasu odkąd biegam? - zapytałam zmieniając nieco temat.
- Z półtora godziny - powiedział po namyśle. Przez chwilę stałam cicho, aż stwierdziłam na głos, że biegam od jakichś dwóch godzin. - Widać, że coś ci podali. Normalny człowiek by nie wytrzymał godziny w takim tempie - nie byłam pewna, czy to bł komplement, ale jednak podziękowałam sarkastycznie.
Nagle moje ciało przestało drżeć, a w płucach zabrakło mi powietrza. Poczułam straszny ból brzucha, a serca waliło mi jeszcze mocniej.
- Chyba... przestało działać - powiedziałam cicho, jakbym dostałam młotem w łeb. Wtedy przed oczami widziałam tylko ciemność. Super. Przynajmniej mam się o co kłócić i z czego zdawać relacje dla doktorka.

<Logan?>

Od Bianci cd. historii Logana

Zaczęłam wracać do pokoju. Byłam cała ubrudzona błotem, miałam go wszędzie - znowu. Poczłapałam po schodach i szłam korytarzem zostawiając za sobą zabłocone ślady. tutaj nie tylko ja wyglądałam, jak wyglądałam. Paru moich rówieśników także wracało do siebie, aby wziąć prysznic, także nie byłam tutaj jedynym dzieckiem błota. Po drodze wpadłam na chłopaka. Jemu to było dobrze. Wcześniej skończyli, więc zdążył się umyć. My biegaliśmy dwa kilometry, ale po drodze mieli niestety mały wypadek, który nas spowolnił. Ja byłam pierwsza i dostałam ciemną kurtkę. Ale wtedy nie miałam zamiaru siedzieć. Musiałam iść dalej biegać, bo nie wytrzymałam. Dopiero teraz energia mi trochę spadła i mogłam normalnie iść. Serce dalej mi łomotało, migrena przeszła, a ciało przestało drżeć.
- I jak wyniki badań? - zapytał chłopak.
Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Czysty, w normalnych ubraniach. Bez błota. Czysty...
- Zajebiście - pomachałam głową z zamkniętymi oczami.
Przystanęłam i znowu poczułam jakby wibracje ciała.
- Okazało się, że mam coś z płucami i nie mogłam dużo ćwiczyć. To coś podobnego do astmy, ale uznali, że to nie ważne. Od jakiegoś czasu dają mi jakieś zastrzyki. Nie wiem co w nich jest... - zaczęłam gadać jak najęta tłumacząc całą sytuację i czując kolejny przypływ energii. Co oni mi ku*wa dali?! Dopalacze?! Narkotyki?! Czy coś o wiele, wiele bardziej groźniejszego i skutecznego?! - ...ale mam tyle energii, że nie zaraz nie wytrzymam. Nie mam już problemów z oddychaniem, ale czuje się jak bomba atomowa! - wręcz ostatnie słowa wykrzyczałam.
Nie wytrzymałam. Szybko pożegnałam się z chłopakiem i ruszyłam na zewnątrz. Nie patrzyłam na deszcz i tą ogromną ilość błota. Zaczęłam biegać w kółko nie zwracając na nikogo uwagi. Serce łomotało w mojej piersi jak szalone, źrenice zmniejszyły, a moje nogi przebierały jak nigdy dotąd. Czułam się jak jakiś sportowiec, olimpijczyk, którego teraz godziły wilki. Bo w rzeczywistości strażnicy próbowali mnie złapać. Ale to ja byłam szybsza, miałam więcej energii i zapału. Niech teraz liczą się z konfekcjami, jakie nadejdą po tych jebanych strzykawkach!

<Logan?>

piątek, 4 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Gdy tylko wróciłam do lekarzy, od razu chcieli mnie atakować. Ja oczywiście na początku ich zaczęłam opieprzać za to, co mi zrobili, a potem dałam jej wykład na temat psychiki człowieka, strachu, adrenaliny... wszystko w jednym. Sama się plątałam, ale gadałam dalej, dzięki czemu oni dali sobie spokój i normalnie mnie zbadali, tym samym mi wszystko tłumacząc. Okazało się, że co jakiś czas mdleje po ogromnym wysiłku, albo mam zadyszkę i nie mogę nabrać powietrza.
Minęły dwa dni, a ja się dalej badałam, bo oni nie potrafili mi niczego nie wyjaśniać, albo nie chcieli. Przez ten czas przyprowadzili Logana. Nie mam pojęcia co mu zrobili i po co go tu zaciągnęli. Nie udało mi się podsłuchać żadnej rozmowy, bo mnie ciągle obserwowali. Jedynie mogłam czekać na cokolwiek.
I w końcu się obudził. Radziłam mu nie wstawać, a on o dziwo się posłuchał. Aż sama w to nie wierzyłam, ale jednak. Tak czy siak mi dalej nie udzielili żadnych informacji ani na mój temat, ani na niego. Kompletna porażka, jeśli tak dalej pójdzie, to koniec. A tak szczerze, to chyba zwariuje.
- Dwa dni? - usłyszałam jego cichy głos, gdy patrzył się zdziwiony na kalendarz.
Wzruszyłam ramionami, chociaż to było niepotrzebne, ponieważ i tak tego nie widział.
- Pamiętasz coś? - nie podchodziłam bliżej, dalej opierałam się o framugę, czekając na lekarza, który miał mi podać końcowe wyniki.
- Tak jakby - odwrócił głowę w moją stronę i dalej leżał. Skinęłam twierdząco głową na znak, że rozumiem. - A ty? Co tu robisz? - zapytał przyglądając mi się. Wzruszyłam ramionami. Można by stwierdzić, ze ten ruch jest dla mnie charakterystyczny. Często to robię, za nim odpowiem słowami.
- Czekam na badania - posłał mi tylko pytające spojrzenie, mówiące, że czekał na więcej szczegółów. Westchnęłam. - Od dwóch dni łażę na badania serca, ciała, płuc czy co tam oni mi badają. Mdleje, mam zadyszkę i takie tam. Chcą sprawdzić dokładnie co mi jest, a potem to unieszkodliwić czy jakoś tak - wytłumaczyłam.
- Yhym... - skinął głową. Po chwili do sali wszedł lekarz. Widziałam, że to on ostatnio stał and nim i coś mu w strzykał. Ciekawe o co chodzi... Kazał mi wyjść, ale ja odmówiłam. Zaczęłam mu gadać, że chce znać wyniki, bo się boje, że zaraz pandę, nikt nie przyjdzie i takie tam. Oczywiście takim dzieciakom jak ja zawsze wieżą... jeszcze ten strach i łzy w oczach. Pięknie, prawda?

<Logan?>

środa, 2 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Stanęliśmy na przeciwko siebie. Tylko ja i on. Sami na polu. Jeden cel - walka. Na śmierć i życie? Być może. Jeśli wpierw on nie ucieknie, bo ja nie mam zamiaru się poddać. Przygotowałam się. Byłam w stu procentach gotowy, tak jak on. Wiatr był po mojej stronie. Stanęłam w odpowiedniej pozycji, po czym zmarszczyłam czoło.
- Gotowy? - zapytałam.
Skinął głową. Obydwoje ruszyliśmy w tym samym momencie odbijając się tylnymi łapami od ziemi. Skoczył na mnie, ale ja zrobiłam szybki unik. Tym samym chciałam go uderzyć tylnymi łapami, jednak on odskoczył. Ruszyłam na niego biegiem, a gdy wylądowałam na nim, chwilę się zataczaliśmy po błocie, aż mnie nie ugryzł w szyję. Cicho zaskowytałam, po czym uderzyłam go pazurami po mordzie, tym samym zostawiając ślad na jego policzku. Puścił mnie, a ja go kopnęłam tylnymi łapami. Uderzył plecami o kamień, jednak się nie poddał. Skoczył na mnie, a ja przyjęłam jego atak. Otwarłam pysk i przejechałam kłami po jego twarzy, odgryzając tym samym część jego ucha. Usłyszałam cichy jęk bólu, a następnie sam go poczułam na przedniej łapie. Wgryzł mi się w nią, a ja byłam zmuszony drugą wydłubać mu oko, a następnie ugryźć go w szyję. Puścił mnie. Chwyciłam go za fraki i rzuciłam nim o drzewo. Usłyszałam chrupnięcie kości. Zaczęłam biec za nim, jednak łapa mi w tym przeszkadzała. Wgryzł się głęboko, jeśli nie tknął kości. On sam zaś zaczął uciekać, chociaż z trudem. Przywalił głową o drzewo i teraz biegł, jakby był po alkoholu. Wiedziałam, że to nie był koniec...


Ale był to koniec mojego snu. A potem to już tylko wstanie z łóżka, pójście na śniadanie i... trening.
Co dzisiaj? Bieganie przez przeszkody. Nie zważali na pogodę, deszcz ze śniegiem i błoto na ziemi. Według nich to było wręcz wspaniałe! Miało nam to utrudnić bieg i rzeczywiście, niektórzy nawet go nie ukończyli, bo ci mniejsi po prostu się topili. Mi się udało wejść w pierwszą dziesiątkę, ale rzeczywiście coś było nie tak. Może oni z sensem mnie badali? znowu dostałam zadyszki i nie mogłam nabrać powietrza...
Po skończonym treningu wróciliśmy do siebie. Wzięłam prysznic, a następnie - z własnej woli - poszłam do skrzydła medycznego, który dla mnie jest jakimś laboratorium. Musiałam się znowu zbadać...
Po drodze spotkałam chłopaka. Miał rozciętą rękę. Od razu przykuła moją uwagę, a ja się delikatnie uśmiechnęłam, bo to mnie rozbawiło.
- Postawiłeś na swoim - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Jak widać - spojrzał się na ranę, z której dalej kapała krew. Przewróciłam oczami i się cicho zaśmiałam.
- Weź to sobie chociaż oczyść czy coś - odparłam i kontynuowałam swoją "podróż" do lekarzy.
- A ty gdzie idziesz? - zapytał gdy dotknął klamki. Spojrzałam na niego kątem oka z obojętną miną.
- Do skrzydła medycznego - odparł, a on się nieco zdziwił.
- Nie wyglądasz na ranną - stwierdził. Rzuciłam mu tylko szybkie "wiem" i ruszyłam dalej.
- Tylko to sobie zabandażuj, bo zaraz się wykrwawisz - poradziłam, chociaż to bardziej wyszedł nieudany żart.

<Logan?>

Od Bianci cd. historii Isaac'a

Nie mogłam się teraz zdecydować, co było bardziej denerwujące i irytujące. Ten mężczyzna, czy jego stwór. Gdybym była jeszcze o odrobinę szybsza i zręczniejsza bym go złapała i udusiła, ale jestem tylko dzieckiem. No właśnie, tylko dzieckiem.
Czymś małym i słabym.
Weszłam z nim do stołówki. Przez całą drogę zastanawiałam się, czy go posłuchać. W sumie chyba było warto, bo inni strażnicy by jednak mi na prawdę niczego nie złamali. Eh... Tak więc wymusiłam u siebie chociaż trochę łez i oznak bólu. A w myślach przeklinałam jego, tego szczura, strażników i cały budynek! I siebie. Dlaczego? Bo byłam tylko głupim dzieckiem. I to mnie najbardziej denerwowało.
Dzieci to najsłabsze ogniwo, które z łatwością można złamać.
Gdy weszliśmy na stołówkę, wszystkie oczy zostały skierowane w naszą stronę. Puścił mnie, a ja usadowiłam tyłek w pustym stoliku i zaczęłam wbijać nóż w stół, robiąc w nim dziury. Nic mi nie zrobili, bo pewnie uznali to za oznakę słabości. W sumie to i dobrze. Jeśli będą myśleć, że mnie złamali, że to ja przegrałam, łatwiej mi ich będzie zaskoczyć, a tym samym zszokować i... uciec. Tak. Chyba żyję tu tylko dlatego, że mam jeszcze nadzieję na ucieczkę.
W końcu wybiła odpowiednia godzina. Wszyscy wyszli ze stołówki i podzielili się na grupy wiekowo. W końcu ten idiota zniknął mi z oczu, ale na jego miejsce pojawili się następni. Naszą grupą "władał" blondyn, jakoś po trzydziestce, jeśli nie miał czterdziestu lat. Był ubrany jak każdy w odpowiedni mundur, a widząc jego twarz, na którym malował się uśmieszek, chciała rzucić w niego kamieniem. Mocno, w twarz. Albo chociaż w skroń.
Pomimo deszczu jaki teraz szalał na zewnątrz przystąpiliśmy do treningów.
Małe, głupie i bezużyteczne dzieci, które mają im uratować tyłki.

<Isaac?>

Od Bianci cd. historii Logana

Wstałam z krzesła i spojrzałam się na drzwi. Przyglądałam się im przez dwie sekundy, jakbym dostrzegła coś ciekawego, albo miała wrażenie, że zaraz ktoś je wyważy i zabiorą mnie. Ale to się nie stało. Odwróciłam głowę w kierunku chłopaka.
- Od szóstej do siódmej jest śniadanie, więc jeśli nie chcesz paść z głodu, musisz przyjść. Potem mamy godzinę na przygotowanie i od ósmej zaczynamy trening - odparłam spoglądając na zegar. Dziewiętnasta... tak długo tutaj siedziałam? Nawet nie zdałam sobie z tego sprawy...
- A jak nie wstanę? - wzruszyłam ramionami.
- Przyjdą po ciebie, ale radzę ci wstać. Lepiej samemu tak pójść, niż zostać "ukaranym" - ostatnie słowo wzięłam w cudzysłów, bo według mnie to nie była "kara" tylko tortury. Mi ani razu się nie przytrafiło, że mnie siłą zabrali z pokoju, bo nie wstałam. Dlaczego? To trzeba spojrzeć na innych więźniów, aby to zrozumieć.
- Jeszcze jakieś wskazówki? - zapytał zanim wyszłam z pokoju. Zatrzymałam się w progu i przez chwilę milczałam zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Tak - odwróciłam się do niego jeszcze na chwilę. - Lepiej im nie pokazuj, że nie dasz się złamać. A po drugie, tych nowych gorzej traktują - po tych słowach pożegnałam się z nim i wyszłam z pokoju.
Rozejrzałam się po korytarzu, nigdzie ich nie było, jakby się rozpłynęli. Ale dobrze wiedziałam, że będą czekać na mnie w pokoju. Dlatego co zdecydowałam? Wróciłam do laboratorium. Nie wymierzą mi kary, bo przez ten cały rok nauczyłam się co mówić i jak ich zagadywać.

<Logan?>

wtorek, 1 listopada 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Wlepiłam w niego swoje oczy. Pierwszy raz słyszałam taką historię, ale to pewnie dlatego, że nie każdemu zadaje to pytanie. On raczej jest... pierwszy? Może drugi, nie licząc mnie samej. Ale czy to ważne? Cholerne sumienie pomyślałam, gdy zrobiło mi się jego szkoda. Zawsze tak jest, zawsze jestem samotny... miałam w głowie to zdanie. Dobrze znałam to uczucie. Jedyna różnica była taka, że jego uznawali za morderce, a ja po prostu nie potrafię się przystosować do innych ludzi.
- ...A więc co zrobisz? - zapytał. Patrzyłam na niego jakby obojętnym wzrokiem, aż w końcu ruszyłam ramionami.
- A co mam zrobić? - przechyliłam głowę na bok nie spuszczając go z oczu.
- Uciec z pokoju, wziąć mnie za psychola, rozpowiedzieć wszystkim... - zaczął wymieniać. - Opcji jest dużo - dodał.
- A dlaczego miałabym cię wziąć za psychola? - dalej zadawałam mu pytania.
- Bo jestem mordercą - odwrócił się do mnie plecami, a ja przewróciłam oczami na daremno, bo i tak tego nie widział.
- Dlaczego mam tak uważać? Nie jesteś - powiedziałam obojętnie opierając głowę na dłoni, a łokieć na stole, przy którym siedziałam. Logan spojrzał na mnie kątem oka. - Robiłeś to, co musiałeś i tyle - wyprostowałam się. - Po za tym nic nie miałabym z tego, że bym się wygadała. A do tego wiszę ci przysługę, za uratowanie mi tyłka - dodałam i wstałam z krzesła. Podeszłam do drzwi i przyłożyłam ucho. Jeszcze tam byli. Słyszałam ich ciężkie kroki niosące się po korytarzu. Jakby duży czarny koń galopował po kafelkach swoimi ciężkimi podkowami.
Odwróciłam się plecami do drzwi i podeszłam do ponownie do stołu gdzie usiadłam na swoje krzesło.
- Wiem jak to jest być samotnym - westchnęłam i powiedziałam bardziej do siebie, niż do niego. - Mnie zabrali tutaj rok temu, wystrzeliwując całą rodzinkę i przyjaciół. A to tylko dlatego, że w naszej rodzinie panowała zasada Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. A najlepsze jest to, że zamordowali wszystkich przeze mnie w moje urodziny - wspomnienia uderzyły we mnie jak wielki młot. Sama nie wiem dlaczego mu to powiedziałam.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Teraz nienawidzę tego powiedzenia.


<Logan?>

Od Bianci cd. historii Logana

Hm... ciekawe ile chłopak wytrzyma w takim przekonaniu. Ma racje, on tu zginie i tyle. Wcześniej myślałam dokładnie tak samo jak on, aż nauczyłam mówić się to, co powinnam, tym samym nie zapominając o tym, kim jestem, dlaczego tu jestem i kim mam zostać. Oraz o tym, że nigdy się nie dam złamać. Myślę podobnie w tej chwili jak on, tyle, że Logan chce to ukazywać. Ja to już potrafię chować w środku.
- Najpierw to muszę się uspokoić i racjonalnie pomyśleć, co robiłam wczorajszego dnia, bo niestety nic nie pamiętam. No i dowiedzieć się, dlaczego mnie badają - wytłumaczyłam wzruszając ramionami. - Jeśli nie zginę od tego, dam się zbadać i tyle - dodałam, a chłopak zmarszczył brwi. Widocznie nie spodobała mu się taka odpowiedź, albo przynajmniej moja reakcja na to wszystko.
- I tak sobie im ulegniesz? - wyłacham rękoma, jakby to była najistotniejsza, a zarazem najdziwniejsza rzecz pod słońcem. Wyprostowałam się zaciskając pięści.
- Nie rozróżniasz słowa "ulec" od "przeżyć" - warknęłam. Nie spodobał mi się jego ton, bo dal mi do zrozumienia, że jestem głupia. A tego nienawidziłam. Logan podniósł jedną brew oczekując wytłumaczenia, ale go nie otrzymał. Zamiast tego spojrzałam na zegarek zastanawiając się, czy mogę już spokojnie wyjść na korytarz i pójść do swojego pokoju. Ale coś czułam, że oni dalej mnie szukają, tak więc nie było sensu wracania do siebie w tej chwili. Zapewne czekają na mnie za drzwiami.
- Wytłumaczysz mi to, czy nie? - niecierpliwił się. Usiadłam na krzesło i wbiłam wzrok w ścianę.
- Jeśli jesteś inteligentny, sam się tego dowiesz, jak ja - powiedziałam. Usłyszałam westchnięcie, a następnie chłopak usiadł na parapecie.
Cisza. Martwa i niezręczna cisza towarzyszyła nam przez parę minut.
- Skąd się tu wziąłeś? - zapytałam. - Znaczy... Jak cię złapali - bardziej sprecyzowałam pytanie. Sama nie wiem dlaczego o to go zapytałam.
Może zdałam sobie sprawę, że to była szansa, aby przestać być samotną? Wątpię, ale nadzieję zawsze trzeba mieć.

<Logan?>

poniedziałek, 31 października 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Na szczęście chłopak okazał się całkiem spoko. Schowałam się w jego szafie i siedziałam tam, aż nie usłyszałam ponownego trzaśnięcia drzwiami, które by wskazywało na to, że strażnicy wyszli. Do tego chłopak mnie nie wydał, a oni sami poszli mnie dalej szukać. Nagle szafa się otworzyła, a ja poczułam ciarki na plecach. Na szczęście i tak gdyby to byli oni, to by mnie nie widzieli przez ubrania, którymi byłam zakryta. Chłopak je odsłonił i kazał mi wyjść. Poczułam ogromną ulgę. Sam podszedł do łóżka, gdzie usiadł. Dopiero teraz mu się przyjrzałam. Był wyższy ode mnie i na pewno starszy, może i należał nawet do tych najstarszych dzieciaków w tym budynku. Miał ciemne oczy i włosy.
- Mam do ciebie parę pytań. Po pierwsze jak się nazywasz, bo nie chce mówić do ciebie wciąż dziewczynko, po drugie gdzie ja jestem i po trzecie czego oni od ciebie chcieli? A i gdzie moje maniery jestem Logan, Logan Black - gdy to mówił, ja oparłam się o ścianę i zaczęłam przyglądać się jego pokojowi. Niczym się nie różnił od innych. Normalnie, jakbym była u siebie, tylko, że nie z moimi rzeczami.
Spojrzałam na chłopaka.
- Bianca - podałam tylko imię, bo nie widziałam powodu, aby znał moje nazwisko. I tak z czasem się tego dowie. - Nie wiem czego chcieli - wzruszyłam ramionami, a on mi posłał pytające spojrzenie. - Obudziłam się w skrzydle medycznym, a raczej w laboratorium, przypięta do łóżka. Uciekłam, bo nie wiedziałam co się działo. Badania miałam dwa tygodnie temu, więc nie wiem - odpowiedziałam na trzecie pytania, a chłopak skinął głową na znak, ze zrozumiał.
- A co to za miejsce? - powtórzył drugie pytanie, jakbym go nie usłyszała, albo bym je ominęła.
- Nie wiesz? - przekrzywiłam lekko głowę w bok zdziwiona. Pokręcił przecząco głową, a ja westchnęłam. Nigdy nie lubiłem mówić po co tu jestem. - Słyszałeś, że mają nadejść wojny? - jego odpowiedź była pozytywna. - Ten kraj sobie ubzdurał, że jeśli będzie uczył od najmłodszych lat uczyć innych walki, to zwyciężą - posłał mi pytające spojrzenie. Dalej nie rozumiał? - Jest to budynek, w którym przetrzymują wszystkie dzieciaki z Filadelfii i szkolą ich na wojowników, czyli na morderców. Są tu bardzo surowe zasady, aby nauczyć nas tak zwanego szacunku - odparłam i wbiłam wzrok w ziemię przypominając sobie, jak mnie to zaciągnęli rok temu.

<Logan?>

niedziela, 30 października 2016

Od Bianci cd. historii Logana

Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałam. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędził jak oszalała, a ja trafiłam na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
W końcu się obudziłam, niestety przypięta do łóżka szpitalnego. Zobaczyłam najpierw biały sufit, a potem do mojego nosa przypłynął ten okropny zapach chemikaliów. Podniosłam głowę i zobaczyłam pustą salę. Niczego nie pamiętałam ze wczorajszego dnia i nie rozumiem, dlaczego tu się znajdowałam. Kolejne badanie? Przecież odbyły się one tydzień temu i wyszły pozytywnie, tak więc o co im może chodzić? Bez namysłu wszystko z siebie pozdejmowałam i zeskoczyłam z łóżka. Bez oglądania się pobiegłam do drzwi i w samym progu wpadłam na lekarza.
- Ej! Gdzie ty uciekasz?! - krzyknął.
Chciał mnie chwycić za ramiona, ale zdążyłam przejść pod jego nogami i dalej biec przed siebie. Słyszałam za sobą rytmiczny bieg, który przerodził się w pościg. Goniło mnie jakoś trzech strażników, jednak ja byłam na prowadzeniu. Nie chodziło tu tylko o szybkość, ale także o to, że za nim oni zostali powiadomieniu o mojej ucieczce, ja byłam już paręnaście metrów od nich. Gdy odwróciłam głowę, aby sprawdzić czy są blisko, wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był ode mnie większy, tak więc on utrzymał równowagę, a ja wylądowałam na ziemi z łoskotem.
- Weź mnie nie wydaj - powiedziałam szybko nawet mu się nie przyglądając, po czym wbiegłam do przypadkowego pokoju. Nie zdążyłam przyjrzeć się numerowi, ale było to piętro z numerami od setki. Przywarłam do drzwi plecami nasłuchując i modląc się, aby ten ktoś mnie nie wydał. Wiem, że tak czy siak będę miała przesrane od nich, ale jednak wolę wpierw ochłonąć, przypomnieć sobie wczorajszy dzień i wtedy przyjąć wszystko jak na człowieka przystało.

<Logan? Wybacz, że czekałeś>

piątek, 14 października 2016

Od Bianci cd. historii Issac'a

Ten mężczyzna coraz bardziej mnie denerwował, zapewne jak wszystkich. Nienawidziłam ludzie stąd, a czasem się zastanawiałam, czy bardziej nienawidzę tych dzieciaków, niż ochroniarzy. Dlaczego? Skoro jesteśmy uczeni do walki, wręcz stworzeni do zabijania i jest nas chyba z dziesięć razy więcej niż ludzi dorosłych, wszyscy byśmy mogli się na nich wręcz rzucić. Wymyślić dobry plan i tyle. A tak? Każdy mówi jak to ich nienawidzi, wyzywa, nie szanuje tego budynku, ale jak co do czego dojdzie to ratują tylko swoje d*py. Jakoś nie mogłam się opanować i chociaż wiedziałam, ze to nic nie da, uderzyłam tego gościa. On jednak tylko złapał się za szczękę i chwycił mnie za rękę, machając nią jak jakąś martwą częścią ciała. Zmarszczyłam brwi.
- Chyba wiem, jestem tu dopiero dwa lata - mruknęłam próbując oswobodzić rękę, jednak to było nieudolne.
- Nie szamotaj się - rozkazał, po czym wyciągnął mnie ze stołówki. Czułam na sobie wzrok innych dzieciaków, ale nie obchodziło mnie to. W porównaniu do nich zawsze próbuję coś zrobić, chociaż szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie próbowała uciec. Może to kiedyś zrobię, ale gdy będę gotowa. Teraz muszę sobie tutaj poradzić.
Mężczyzna wyciągnął mnie na pusty korytarz, dając do zrozumienia innym jego kolegom, że sobie poradzi. Zostawili ans samych i teraz stałam sama z obcym towarzyszem na pustym korytarzu.
- Puść mnie - warknęłam dalej próbując wyciągnąć rękę z jego uścisku, ale on jedynie ją bardziej zgniótł. Zaczynałam przestawać czuć krew w dłoni. Tak jakby właśnie zaraz miała zostać oderwana od reszty ciała i tyle.
- Najpierw się uspokój. Jakbyś rzuciła się na kogoś innego, skończyłoby się to gorzej - powiedział stanowczym głosem, dalej mnie nie puszczając. Mogłam go ponownie uderzyć, bo miałam drugą wolną rękę, ale to nic by nie dało. Musiałabym mieć więcej siły, albo trafić w takie miejsce, że musiałby być zmuszony do puszczenia mnie. Przez chwilę się zastanawiałam, aż w końcu machnęłam jednocześnie nogą i ręką. Dłoń wycelowałam w jego twarz. Tak jak chciałam, złapał ją, a nogą mogłam go swobodnie uderzyć w krocze. Automatycznie mnie puścił i się zgiął. Dobrze wiedziałam, że już się nie uratuje, tak więc nawet ucieczka byłaby zbędna i niepotrzebna. W końcu by mnie wyciągnęli z pokoju, zmuszając do jakiś tortur czy kar. Stałam tak parę kroków od niego. Po paru sekundach jednak się wyprostował, nie wywarzając na ból członka.
- Nie ma nic gorszego od złamanego serca. Nawet śmierć była by dla mnie ulgą - oznajmiłam mu.
Do głowy powróciło to ostatnie wspomnienie z rodziną. Pamiętam to dobrze, stało się to dziesięć lat temu. W moje urodziny, gdy wszyscy się świetnie bawili, a potem leżeli martwi na ziemi.

<Isaac?>

czwartek, 13 października 2016

Od Bianci cd. historii Isaac'a

Parę razy widziałam tego mężczyznę i tak jak innych ochroniarzy nienawidziłam go. Miałam ochotę wydłubać mu oczy widelcem, chociaż to byłby zły pomysł. Jednak marzyć jeszcze mi nie zabroniono. Moje myśli przerwał John, który zauważył coś dziwnego. Okazało się to coś być szczurem tego typa. Spojrzałam na to szare stworzenie, a chłopak za to pisnął jak baba.
- Schowaj go - rozkazałam, jakbym była tutaj szefem. - On ma jakąś chorobę, a ja ich nienawidzę - mruknęłam popijając ciecz w moim kubku, który miał być herbatą, a smakował jak stare fusy z kawy. Mężczyzna spojrzał na mnie, po czym cmoknął. Szczur spojrzał na niego, a on go zabrał.
- Idę stąd -  mruknął chłopak i zabrawszy swoją tacę, poszedł do innego stołu. Tak samo zrobiła reszta, zostałam tylko ja i mężczyzna. Spojrzałam na niego spode łba i nie ruszyłam tyłka, tylko dalej kontynuowałam swój posiłek.
- A ty nie zamierzasz się przesiąść? - jakoś nie był specjalnie urażony tym, że był powodem ich przesiadek. Wyglądał raczej na obojętnego, jakby to już się działo parę razy z rzędu.
Wzruszyłam ramionami przęłykając ziemniaki.
- To tylko szczur, a nie jakaś zaraza, skoro jeszcze żyjesz - skończyłam żuć i została mi już tylko ta ohydna herbata. Odsunęłam krzesło i chwyciłam w obie dłonie tackę, na której już nie było jedzenia, albo przynajmniej większości. - Skoro pomagasz, to może zrób coś, aby to się dało jeść - mruknęłam z niesmakiem. Dalej czułam ten smak surowych ziemniaków, albo przesolonego mięsa. - I jeśli uważasz, że wyszło ci to na dobre, nie miałem dzieciństwa - pokręciłam głową i skierowałam się do wyjścia ze stołówki. Odłożyłam na miejsce tackę, porozdzielałam naczynia od sztućców, po czym przeszłam przez próg i skierowałam się do swojego pokoju.
Ten mężczyzna być nieco żałosny. Jak siedzenie w takim miejscu może wyjść na dobre? Walczysz by żyć, a żyjesz by walczyć to jest logika tego zasran*go miejsca.

<Isaac? Wybacz, ze takie krótkie>

czwartek, 6 października 2016

Bianca Cooks

 http://24.media.tumblr.com/ed1aab64bd589320c1cf4f68da850211/tumblr_n2wucdA4vI1sim304o1_500.gif
Imię i Nazwisko| Bianca Cooks
Wiek| 13 lat
Charakter| Jest to zamknięta w sobie dziewczynka nienawidząca swego życia. Miła, przyjacielska, ale czasem sarkastyczna. Nie potrafi nikomu ulec i się poddać. Zawsze ma ostatnie zdanie, więc można by rzec, że jest wręcz prostacka i nie ma wychowania. Nie jest egoistyczna, ale zazwyczaj to ona ustawia wszystkich ludzi i wydaje im polecenia. Nigdzie się nie rusza bez planu działania, chociaż zdarzały się akcję na żywioł. Nie potrafi z nikim nawiązać jakiekolwiek sensownej rozmowy. Nie ma przyjaciół i przyzwyczaiła się do swojego losu. Zazwyczaj siada gdzieś samotnie. Niektórzy uważają ją za chora psychicznie, gdyż bardzo często gada sama do siebie. Ale co ma zrobić samotny człowiek, aby nie zwariować? Potrafi pracować w grupie, ale nienawidzi być w centrum uwagi, czy w jakimkolwiek dużym towarzystwie. Jak ma sobie poradzić z całym gronem ludzi, skoro nawet nie potrafi nawiązać porozumienia z jedną? Strasznie nerwowa i łatwo jest ją wyprowadzić z równowagi. Nie zawaha się kogoś uderzyć. Bardzo często się mści, ale gdy ma ważny powód. Za byle co może jedynie uderzyć i nic więcej. Nienawidzi porażek, przegrywać, ale umie to robić z godnością. Nawet jeśli w środku ma ochotę cię zniszczyć, zrewanżować się jak najszybciej, to jednak nawet z naburmuszoną miną pogratuluje ci wygranej.
Zauroczenie| To nie dla niej.
Umiejętności| Ma ich wiele, jednak wszystkich nie rozwija. Jedynie skupia swą uwagę na walce. Stara się być jak najlepsza. Dzięki swojej drobnej budowie i młodemu wieku zdaje się na prawdę nie groźna, w rzeczywistości może ci odrąbać łeb. Często wykorzystuje swą niewinną minkę i kradnie różne rzeczy. Jest złodziejem i jeszcze nikt jej nie przyłapał, a jeśli to już zrobił, tak go mogła zgadać, tak go mogła opieprzyć, że zapominał o całej sprawie. Jest bardzo zwinna i szybka, jednak jej największym atutem jest akrobatyka, jak i zwinne ręce. Jest trochę silna, ale dopiero ćwiczy, aby nabyć trochę więcej mięśni. Jeśli chodzi o umiejętności nie związane z walką... może jakieś tam ma, ale żadnych nie rozwija.
Kontakt| Dangerous.