Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Logan Black. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Logan Black. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Czip, to słowo utkwiło mi w głowie. Przypomniałem sobie jak mój pies Mars miał takie coś by nie mógł uciec na zawsze. Teraz czułem się jak to ja bym był tym psem, a oni moimi właścicielami. Można go wyjąć, nie obchodzą mnie żadne blizny, zrobiłbym to chociaż teraz, ale ten alarm... Po co robić rany jeśli to nieskuteczne? Odetchnąłem głęboko i założyłem ręce za głowę.
- Skoro wszystko robimy źle to czemu oni sami się nie ruszą na pole walki? Dzieci mają uratować im dupy, bo oni nie odważą się złapać za broń – zakpiłem.
Bianca skinęła głową na znak, że tak samo sądzi. Świat głupieje, tylko przy ludziach wyższego sortu zostaną dzieci, reszta pójdzie się wybijać na wojnie. Już to widzę ośmiolatek z kałachem strzelający do dorosłych osób, sądzę, że jak nadejdą wojny to nie będzie im się chciało się nas szkolić. Tyle na ile cię wyszkolili i wypad. Kiedyś stąd ucieknę i mnie nigdy nie złapią, nigdy. Na zegarze dochodziła godzina 15, a za oknem świeciło słońce. Czy nasz „czas wolny” ma opierać się tylko na siedzeniu w pokoju i rozmyślaniu nad sensem życia? A może mogę zrobić tu coś dla zabicia czasu?
- Są tu konie? Chętnie bym zrobił coś co lubię... - zapytałem Biance

<Bianca?>

czwartek, 10 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Wszedłem do sali, przy biurku siedział znajomy mi już lekarz. Przeglądał moje dokumenty, które chwile później schował w szufladzie.
- I jak się czujesz Loganie Black? - zaczął lekarz, pokazując mi gdzie mam usiąść.
- Jeszcze żyje więc chyba dobrze... - zirytowałem się, lecz on na to nie zareagował.
Usiadłem na wskazanym przez niego miejscu, kazał mi podwinąć bluzkę i sprawdził oddech. Nie którzy mogą powiedzieć, że to zwykła wizyta u lekarza, lecz dla mnie niezupełnie.
- Nie słychać już świstów to dobrze. Najwidoczniej całe ciało zostało usunięte – powiedział zapisując coś na kartce w notesie.
Usiadł z powrotem za biurkiem, ale ja nie ruszyłem się z miejsca. Milczał chwilę, wyjął z powrotem dokumenty doczepiając do nich czerwoną kartkę, po czym znowu je schował i podszedł do mnie z powrotem. Wyjął z kieszeni długiego kitla znajomą mi już małą latarkę. Co oni się tak uwzięli na ten wzrok, przecież dobrze widzę.
- Źrenice w normie, tak samo jak migdały. Jak na razie jesteś zdrowy, możesz iść – rzekł odwracając się do mnie plecami.
To na tyle? Myślałem, że będzie to trwało trochę dłużej. W sumie to i dobrze, bez żadnych zastrzyków, i zbędnej gadaniny. Wyszedłem z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Bianca siedziała na podłodze, widząc mnie podniosła głowę i spojrzała na mnie.
- To by było na tyle. Jestem ponoć zdrowy, zobaczymy na jak długo... - powiedziałem przeciągając się.

<Bianca?>

Od Logana cd. historii Bianci

Bianca usiadła na tym samym krześle co ostatnio, kiedy to zrobiła od razu powiedziała mi z czym do mnie przychodzi.
- Głównie przyszłam tu po to, bo lekarz chce cię widzieć. Co ci jest, że plułeś krwią?
Na te słowa od razu oplotłem jedną ręką szyję, jakbym chciał się upewnić, że ona jeszcze istnieje. Szybko jednak rozluźniłem ucisk i puściłem ją swobodnie wzdłuż ciała.
- Mam nadzieję, że obędzie się bez kłucia. A co do twojego pytania, ciało obce utknęło mi najprawdopodobniej w przełyku raniąc go, w ten sposób brała się krew. Objawy podobne do gruźlicy, a dwie inne choroby – odpowiedziałem jej, siadając z powrotem na łóżku.
Dziewczynka przekręciła głowę w bok, nie wiem czy nie zrozumiała czy zrobiła tak odruchowo. Nigdy nie mogę tego odróżnić. Siedzieliśmy tak jak na naszym pierwszym spotkaniu, tylko, że ona teraz nie chowała się tu przed ochroniarzami, przyszła tu po mnie. Teraz dopiero zauważyłem, że mam brudne spodnie od błota, które wyschło. No tak w końcu przyszedłem tam od razu po bieganiu i nieoczekiwanie straciłem przytomność. Podszedłem do szafy i wyjąłem z niej świeże dżinsy.
- Co tak cicho siedzisz? Idę je przebrać, zaraz wrócę – powiedziałem do niej
Wszedłem do łazienki i tak zrobiłem, poprawiłem jeszcze roztrzepane włosy i znowu zawitałem w „centrum” mojego pokoju.
- To co idziemy? Chce mieć za sobą już te wszystkie badania... - rzekłem opierając się o ścianę

<Bianca?>

poniedziałek, 7 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Kopie jednego psa w pysk, zwierze odskakuje z bólu. Drugiego złapałem za kark i rzuciłem go w bok. Kulejąc chce iść dalej, wywracam się znowu, lecz zagryzam zęby i wstaje. Nie mogę iść już dalej, zbyt duży ból. Chce upaść na kolana, lecz jakaś postać mnie podtrzymuje. To koniec...
Obudziłem się znowu po tym koszmarze, jakby ten sen był kontynuacją poprzedniego. O dziwo znajdowałem się w swoim pokoju, a nie w skrzydle medycznym nazywanym przez Biance laboratorium. W tedy wspomnienia we mnie uderzyły, wyciągnąłem spod pościeli prawą rękę i wymusiłem na sobie kaszel. Nic się nie działo, żadnej krwi, ręka pozostała czysta. Wyleczyli mnie, nie chce wiedzieć jak to zrobili, ale mnie wyleczyli to najważniejsze. Tak jak słyszałem, bo raczej to mi się nie śniło, to było ciało obce... Leżąc w łóżku podziwiałem biały sufit, jednocześnie chciało mi się spać jak i biegać. To tak, jakby jedna strona mnie byłaby wiecznym śpiochem a druga mogłaby przebiec z 10 km. Leżałem tak jeszcze przez chwilę, gdyż usłyszałem skrzypnięcie drzwi, w których pojawiła się Bianca. Usiadłem na łóżku, dziewczynka weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Najwidoczniej wyleczyli jej wzrok, zbliżyła się do mnie, a ja wstałem.
- Wpadłaś zobaczyć czy jeszcze żyje? Widzę, że wyleczyli ci wzrok. - zacząłem rozmowę

<Bianca?>

niedziela, 6 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Biegnę, a raczej uciekam. Nie mam siły krzyczeć, cel przed siebie. Nie wiem co tu robię, gonią mnie wściekłe psy. Upadam, strach, jeden z nich rozszarpuje mi rękę, drugi nogę. Łzy cieką mi po policzku, szarpie się. Nie mogę się poddać
Obudziłem się wystraszony, to był tylko koszmar, tylko koszmar. W moim pokoju panował jeszcze mrok, spojrzałem na zegar 2.00. Nagle znowu „zaatakował” mnie kaszel, zakryłem usta ręką, na której pojawiła się krew, tak jak wczoraj. Nigdy to mi się nie zdarzało, ignorując to poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Robiąc to zastanawiałem się co z Biancą, wyleczyli jej ten wzrok? A może nadal myślą co zrobić? Po tej czynności ubrałem się, została mi jeszcze godzina do śniadania. Usiadłem na łóżku i zastanowiłem się jaki może wyglądać dzisiejszy trening. Na dworze znowu lało, lecz była możliwość biegania. Dla nich nie było to wyzwanie, czekali tylko za nami w ciepłych kożuchach, rozmawiając ze sobą. I tak oto zleciała mi ta godzina, skierowałem się tam gdzie zawsze, tym razem Stevenson czekał na mnie.
Nie mogłem nic zjeść, za każdym razem kiedy chciałem coś przełknąć, czułem niesamowity ból w przełyku. Zjadłem trochę na siłę by nie paść na treningu. Brązowo włosy się dzisiaj nie spóźnił, był drugim, który przyszedł po swoich uczniów, jeśli tak można nas nazwać. Tak jak myślałem znowu 4 km biegi. Dzisiaj się nawet wywróciłem do wielkiej kałuży, świetny początek dnia. Do końca dotarłem jako pierwszy, znowu narzucił na mnie czarny płaszcz. Nie mogłem ustać na nogach, upadłem na kolana i znowu napadł mnie kaszel, wyplułem sporą ilość krwi. C-co ze mną dzieje? Nasz trener to zauważył i kazał Stevensonowi zaprowadzić mnie do skrzydła medycznego.
- Pójdziesz sam, czy ci pomóc? - zapytał
- Dam rade, to tylko kaszel... - odpowiedziałem słabym głosem
- Ta tylko kaszel z krwią, nic nadzwyczajnego... - zirytował się
Nie chciałem tam iść, nie lubię tego gościa. Cały czas daje mi leki usypiające, poza tym nie widzę takiej potrzeby by tam iść. Nagle znowu upadłem i zacząłem wypluwać krew, nie mówcie mi, że mam gruźlice... Chłopak pomógł mi wstać i ruszyliśmy w dalszą drogę. Już przed samymi drzwiami znowu mnie to napadło, jeden z lekarzy to zauważył i szybko do nas podszedł, lecz ja już zemdlałem.
Później słyszałem jak przez mgłę, mówili coś o ciele obcym w przełyku, najprawdopodobniej to powoduje krwioplucie, ale skąd ono się tam wzięło?

<Bianca?>

sobota, 5 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Stało się to czego się obawiałem, Bianca straciła wzrok, udało jej się złapać mój rękaw. Poprosiła, żebym ją zabrał do laboratorium. W pierwszej chwili oniemiałem, lecz szybko się ogarnąłem. Podniosłem ją i posadziłem przed sobą, była całkiem lekka. Zapaliłem lampy w ścigaczu oraz położyłem swoją brodę na jej ramieniu, tak najlepiej widziałem drogę. Pędziłem przez las, błoto pryskało spod kół. Gdy wjeżdżałem na górki przytrzymywałem ją jedną ręką by nie spadła. Gdy mijaliśmy już trasę naszego rannego treningu natknęliśmy się na dwóch ochroniarzy, krzyczeli coś, że mam się zatrzymać albo coś w tym stylu. Było już widać budynek, nie cackałem się z zakrywaniem ścigacza, po prostu go zostawiłem. Ściągnąłem ją szybko, złapałem ją za rękę zrobiłem jeden krok i się zatrzymałem, napadł mnie kaszel i wyplułem trochę krwi. „Co jest?” zapytałem się w myślach.
- Logan wszystko dobrze? - zapytała Bianca rozglądając się, szukała mnie wzrokiem.
- Tak wszystko w porządku – skłamałem, i nakierowałem jej brodę na mnie sygnalizując gdzie się znajduję
Otworzyłem drzwi od miejsca gdzie znajduje się mój ścigacz. Wybiegliśmy na korytarz, kolejni ochroniarze, chcieli nas złapać, lecz ja byłem od nich szybszy i zrobiłem unik. Teraz zdałem się tylko na moje oczy, biegliśmy korytarzem prosto, potem w prawo i znowu prosto. Zapomniałem, że to moje tępo i mogło jej sprawiać trudność, spojrzałem na nią była tylko trochę zmęczona morderczym tempem, ale się nie dawała. Dzisiaj mam podwójny trening i nie da się go porównać do tego zaplanowanego. Byliśmy już blisko laboratorium, gdy się odezwałem.
-Jak ci naprawią wzrok to wpadnij do mnie, wiesz, który pokój – powiedziałem lekko zdyszany
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo wpadliśmy na jednego z lekarzy. Wytłumaczyłem mu na czym polega problem, po czym oddałem ją w jego ręce, a sam odszedłem. Zrobiłem wszystko co musiałem, oby jej pomogli. Wróciłem do siebie, ściągnąłem buty i się przebrałem. Byłem brudny od błota, po tych czynnościach padłem jak trup na łóżko przykryłem się kołdrą i zasnąłem jak dziecko. Tyle wrażeń na jeden dzień to za dużo.

<Bianca?>

Od Logana cd. historii Bianci

Bianca oznajmiła mi, że jej nie ukarzą bo to ich wina. Na początku w to nie wierzyłem, ale po chwili miało to sens. To oni jej to podali a oto skutki uboczne. Po chwili wyszeptała, że przestało działać. Podszedłem do ścigacza, obtarłem z niego trochę błota, trzeba będzie go umyć myślałem. Przekręciłem kluczyki w stacyjce, włączyłem światła, i odetchnąłem głęboko. Popatrzyłem w stronę dziewczyny.
- Skoro przestało działać, to nie masz poco dalej biegać. Wracasz ze mną? Podwiozę cię. Tylko się mocno trzymaj, bo nie chcę by stała ci się krzywda. - powiedziałem
Poprawiłem jeszcze włosy i założyłem kask opuszczając szybkę, dziewczyna nie patrzyła się na mnie tylko na drzewo, co mnie zdziwiło.
- To jedziemy? - powtórzyłem pytanie. Na co ona popatrzyła się na inne drzewo. Jakby nic nie widziała.
W tym momencie przypomniało mi się co powiedziałem na początku o lekach uspokajających. Tak brałem je, ale po nich często traciłem wzrok na pół godziny jak nie więcej, albo zapominałem kim kto jest. Na przykład traciłem wszystkie wspomnienia związane z rodziną, przyjaciółmi. Wracały one dopiero gdy zobaczyłem przedmiot, lub zdjęcie z nim. Teraz tak patrząc na nią, czułem, że coś z nią nie tak, przecież zawsze spoglądała na mnie gdy pytałem się o takie rzeczy. Nie mówcie mi, że mam racje....

Bianca? Wybacz, że tak krótko.

Od Logana cd. historii Bianci

Rozpiera ją energia, już prawie godzinę ją gonią. Co za widowisko, dlaczego nie spuszczą psów? Przecież są wyszkolone by przewrócić dorosłego człowieka to z dzieckiem nie dadzą rady? Po chwili nie mogłem już obserwować co robią, ponieważ wbiegli w las. Przymknąłem oczy, sen nie pytał się czy może mną zawładnąć, po prostu to zrobił.
Nagle krzyki za oknem wyrwały mnie z tego miłego stanu. Ochroniarze jej nie złapali i darli się na siebie. Boże co za ludzie, wstałem z parapetu zabrałem telefon i zszedłem na dół. Wszedłem do miejsca gdzie stał mój ścigacz, czarna płachta zleciała na ziemię, założyłem zielony kask i ruszając na nim w stronę lasu.
Błoto pryskało spod kół, pędziłem przez las, tutaj teren był nierówny musiałem uważać by nie stracić panowania nad kierownicą. Ciepła bluza pomagała tylko trochę, ponieważ zimno i tak docierało do skóry. Byłem już chyba w środku lasu, zając przeskoczył przede mną, lecz zdążyłem zahamować by w niego nie uderzyć. Zszedłem z maszyny i zacząłem ją prowadzić, zobaczyłem ruch, ktoś biegł w oddali. Bianca... tylko to przyszło mi na myśl, wsiadłem na Kawasaki i ruszyłem za nią. Szybko ją do goniłem i zatarasowałem jej drogę, ściągnąłem kask i pokazałem twarz.
- Nadal biegasz? Jak masz problemy z energią to załatwia się to lekami uspokajającymi, sam je brałem i nieco pomogły... Może wrócisz ze mną z powrotem? Ochrona łazi tu z psami i wydzierają mi się pod oknem, jak chcesz mogę cię uwolnić od konsekwencji... - zaproponowałem i czekałem na odpowiedź

<Bianca?>

Od Logana cd. historii Bianci

Ona była tu jak zawsze na badania z własnej woli, ja nawet nie wiedziałem czemu tu jestem. Po paru minutach, zjawił się znowu ten sam lekarz. Bianca chciała za wszelką cenę wiedzieć wyniki. Mówiła, że się boi, że umrze do tego strach i łezki w oczach, raczej jej uwierzył i wyszedł z nią korytarz, znowu miałem czekać, co ja pies? pomyślałem. Nagle wzrok mi się trochę zamazał, nigdy tak mi się nie robiło, czyli to badali? Moje oczy? Oby to mi przeszło, bo nie dam rady poprawnie funkcjonować CHYBA. Po kilku minutach lekarz znowu przyszedł i usiadł tam gdzie wcześniej.
- Odczuwasz jakieś skutki uboczne? - powiedział wyciągając małą latarkę z kieszeni kitla i zaczął sprawdzać reakcje moich źrenic.
- Zamazuje mi się wzrok... - mruknąłem
- Można było to przewidzieć... Będzie tak przez dzień, góra dwa. - odpowiedział chowając latarkę.
Teraz wyjął coś innego, nie zobaczyłem co to. Przytrzymał mnie tylko i znowu poczułem znajome ukłucie w szyi. Kolejny raz straciłem przytomność...
Obudziłem się u siebie w pokoju, spojrzałem na zegar 12.00, ominęło mnie śniadanie. Dlaczego nie przyszli? Ehh... Nie ważne. Wstałem leniwie z łóżka, lecz ugięły się pode mną nogi, szybko usiadłem, poprawiłem włosy i spróbowałem jeszcze raz. Przytrzymałem się ściany i poszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro, wyglądałem jak połowa tamtego mnie. Byłem taki blady, ochlapałem sobie twarz wodą by się trochę ożywić. Wróciłem z powrotem do łóżka, spojrzałem na dłoń świeży bandaż, musieli go zmienić. Doskwierała mi nuda, wziąłem telefon, postanowiłem na nim pograć. Czas leciał tak szybko, że z 12.00 zrobiła się 18.00. Wziąłem prysznic, umyłem zęby, nastawiłem budzik na 5.30 i poszedłem spać.
Gdy usłyszałem melodię, zerwałem się na równe nogi. Dziś było już lepiej, mogłem normalnie chodzić i biegać, o 5.40 byłem już ubrany, ruszyłem z pokoju do stołówki. Ciekawe co dzisiaj dają, po drodze spotkałem Stevensona, myślał, że jestem martwy od tej jednej rany. Nie powiedziałem mu o tym co się wydarzyło. Usiedliśmy w tym samym miejscu co ostatnio. Dzisiejsze danie dnia czerstwy chleb posmarowany masłem, musiałem coś zjeść, ponieważ głód nade mną zawładnął. Tak samo jak wtedy, musieliśmy na niego czekać, pojawił się z 20 minutowym spóźnieniem. Ubrał się w długi ciepły płaszcz.
- Widzę, że Black zaszczycił nas swoją obecnością. - zwrócił się do mnie, miał trochę zachrypnięte gardło, czyżby choroba się do niego dobierała? - Dzisiaj wyjdziemy pobiegać, wiem, że bardzo się cieszycie...
Wszyscy odruchowo skierowali głowy ku oknu, padał deszcz. Deszcz równa się błoto, błoto czyli utrudnienia, zadałem sobie sprawę, że połowa z nas tego biegu nie ukończy. Kiedy odwróciłem głowę w jego stronę, rzucił każdemu cieniutką kurtkę. To nawet nie była połowa grubości jego płaszcza, chciałem już mu coś powiedzieć, ale ruszył już w kierunku miejsca dzisiejszego kierunku. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, chłód uderzył w nasze ciała. Ta kurtka nic nie pomaga, to jakby założyć dodatkowy krótki rękaw. Z moich zamyśleń znowu wyrwał mnie „nasz ukochany trener”.
- Cztery kilometry powinny wam starczyć, szlak czerwony. Dalej biegać! Czekam na końcu. - krzyknął spod puchatego kaptura
Cztery kilometry szlakiem czerwonym?! Lubie biegać no, ale bez przesady. Szlak czerwony to nie brzmi dobrze. Stevenson powiedział, że szlak czerwony łączy się z szlakiem żółtym i zielonym. Zielony ma 1 km a żółty dwa. Po tych informacjach ruszyłem przodem, prowadziłem, po około 20 minutach reszta biegnąca za mną zniknęła. Nie nadążali z moim tempem, lecz ja dalej biegłem. Błoto rozbryzgiwało się pod moimi nogami brudząc mi spodnie, deszcz moczył twarz, którą skrywałem pod kapturem. Żadnego zmęczenia, miałem cel biegnij za czerwonymi strzałkami, które z czasem zmieniły się na żółto-czerwone. Minąłem jakieś dzieciaki ubrane w żółte kurtki, moja była czerwona, teraz rozumiem aluzje, każdy punkt ma swój kolor. Szybko wyszedłem znowu na prowadzenie, prawie wszystkie się topiły w tym błocie. Skręciłem w prawo, ukazał się szlak zielono-czerwony, czyli w lewo jest żółto-zielony. Wbiegłem w kałuże, woda chlusnęła mi prosto w twarz, wytarłem ją szybko rękawem. Czułem, że już blisko, lecz nagle zauważyłem samotną postać biegnącą w zielonej kurtce. Przyśpieszyłem, byłem już koło niej, okazała się, że to Bianca, zadyszka?
- Wyglądasz słabo, lepiej zwolnij z tępa, bo się wykończysz. Pogadamy później, muszę dokończyć ten cholerny bieg - poradziłem jej i ruszyłem w dalszą drogę.
Chwile później przekroczyłem jakąś linie, to musiała być meta. Skończyłem bieg jako pierwszy, podparłem ręce na kolanach, moje kości lekko zadrżały. Przybiegłem zziajany jak pies, nie mogłem nic z siebie wydusić.
- Dobra robota Black o to twoja nagroda - powiedział dowódca narzucając na mnie gruby, czarny płaszcz.
Nie wiedziałem o co tutaj chodzi, najpierw mam biegać w takich cienkich rzeczach, a później dostać ciepły płaszcz. Posłałem mu pytające spojrzenie, chciałem wytłumaczenia. On tylko się roześmiał, wziął mnie na bok i wytłumaczył, że pierwsza osoba w nagrodę dostaje płaszcz by nie zmarznąć. Mogłem się domyślić, panuje tutaj system kar i nagród a to jedna z nich. Byłem tylko trochę mu wdzięczny, czekaliśmy trochę zanim dotrze reszta. Do końca nie dotarło 10 osób, lecz on się tym nie przejął, gdy wracaliśmy minęło nas 5 ochroniarzy z psami na smyczy. Zamienili z nim parę słów, kiedy weszliśmy do budynku oddałem płaszcz i ruszyłem do swojego pokoju. Od razu wziąłem prysznic, i się przebrałem, przecież nie będę chodził cały dzień brudny. Po tych czynnościach wyszedłem na korytarz i wpadłem na mokrą od deszczu i brudną od błota Biance.
- I jak wyniki badań? - zapytałem

<Bianca?>

czwartek, 3 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

- Tylko to sobie zabandażuj, bo zaraz się wykrwawisz – poradziła i udała się w dalszą drogę do skrzydła medycznego.
Wszedłem do pokoju, nie pościelone łóżko, rozwalone ciuchy, otwarta szafa jednym słowem mam tutaj syf po jednym dniu. Poszedłem do łazienki i przepłukałem ranę, nieźle się wbił tym nożem, o dziwo znalazłem tu ostatni kawałek bandaża, którym owinąłem dłoń. Teraz czas posprzątać ten cały bałagan, zacząłem od ułożenia rzeczy w szafie i jej zamknięcia, później czas przyszedł na łóżko, z którym szybko sobie poradziłem, koniec. Wziąłem do ręki telefon siedemnasta, wcześnie, za wcześnie, może by tak się przejechać tam gdzie wczoraj? Chociaż jest błoto i będzie ciężko, ale dam radę. Szedłem powoli przy ścianie by nikt mnie nie zauważył, minęło mnie dwóch ochroniarzy „opanuj oddech” tylko to krążyło mi po głowie. Wszystko szło idealnie, byłem już prawie na miejscu, pamiętałem doskonale całą drogę, lecz mały incydent mi w tym przeszkodził. Mianowicie ktoś założył mi opaskę na oczy i mocno ją zawiązał, zacząłem się szarpać, było to niestety bez sensu, bo napastnik wstrzyknął mi coś w szyję. Poczułem tylko ukłucie i zemdlałem.

- Logan wstawaj spóźnimy się – powiedział ciemnowłosy chłopak
- Jack co ty tu robisz? - zdziwiłem się widząc chłopaka
- Młody masz amnezje czy co? Przecież ja tu mieszkam. - odpowiedział zdziwiony.
- Przecież ty nie żyjesz...
- Musiało ci się coś śnić – powiedział siadając na łóżku i głaszcząc mnie po włosach.
Znajdowałem się w moim starym pokoju w Nowym Yorku, za oknem słychać było jak przelatuje samolot, wszystko było takie realne. Najważniejsza osoba w moim życiu siedziała teraz obok mnie, nie miał żadnych zadrapań wszystko było z nim w porządku. Przytuliłem go, Jack bez zastanowienia to odwzajemnił przytulając mnie jeszcze mocniej.
- Tak to był tylko sen, straszny sen. - odpowiedziałem mu po chwili.
W tym momencie popełniłem błąd, zniknęliśmy z pokoju i pojawiliśmy się w sali operacyjnej. Zobaczyłem jak jego ciało jest zakrywane przez lekarzy, on umarł tak jak wtedy.
- Zapisz, zgon po 3 godzinnym zabiegu usunięciu pocisku z klatki piersiowej. Godzina 4.00 – powiedział jeden z lekarzy.
Nogi się lekko pode mną ugięły, dlaczego to widzę? Dlaczego?! Kiedy wreszcie się z tym pogodziłem znowu nie mogę w to uwierzyć, zostań ze mną Jack...


W tym momencie się ocknąłem, sen to tylko sen, mój oddech... taki niespokojny. Nie byłem w swoim pokoju, ten, w którym się znajdowałem był cały biały, na dodatek leżałem na szpitalnym łóżku, to już przesada. Chciałem się podnieść, lecz czyjaś silna ręka pociągnęła mnie do tyłu. Była to osoba w białym kitlu, lekarz?
- Leż Black jesteś jeszcze słaby – ozwała się postać
- Kim jesteś? - zapytałem
- Twoim lekarzem, poczekaj tu na mnie. - powiedział wychodząc
No jasne głupie pytanie, głupia odpowiedź. Czemu powiedział, że jestem słaby? Czuje się świetnie. Usiadłem na łóżku i spuściłem nogi w dół, miałem już wstać i pójść do siebie, gdy zauważyłem w futrynie drzwi Biance, patrzyła na mnie jej wzrok jakby pytał Co robisz?, Nie radze uciekać.
- Nie radzę, chyba, że chcesz leżeć na ziemi.. - ozwała się
Położyłem się z powrotem, dlaczego to zrobiłem? Sam nie wiem, jestem od niej o wiele lat starszy mógłbym robić wszystko po swojemu. Wiedziałem jedno, ona jest tu dłużej i raczej zna się na takich sprawach. Popatrzyłem na kalendarz, byłem nieprzytomny dwa dni...

<Bianca?>

środa, 2 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Bianca wychodząc udzieliła mi paru wskazówek, od 6 do 7 śniadanie, cudnie. Powiedziała też, że jeśli sam nie przyjdę to wyciągną mnie siłą, na dodatek dostane kare, co ja małe dziecko, żeby iść do kąta. Wiem, że to na pewno nie ten rodzaj kary, ale ten przykład przyszedł mi pierwszy do głowy. Przetarłem oczy rękawem bluzy, czas iść wziąć prysznic. Poszło mi to sprawnie, przed położeniem się spać nastawiłem budzik w telefonie na 5.30, czemu tak wcześnie? Gdybym wstał o 6.00 wyglądało by to tak, jeszcze pięć minut i na końcu wstał bym o 7 obudzony przez nich. Poprawiłem jeszcze klapnięte włosy, choć i tak rano będą całe potargane, ale robiłem tak odkąd sięgam pamięcią. Po niecałych 10 minutach przewracania się z boku na bok zasnąłem.
Obudziłem się na dźwięk znanej mi melodii, zasada jeszcze pięć minut chciała mną zawładnąć, lecz dzisiaj się jej nie dałem. Rozciągnąłem się po całej długości łóżka, czas przeżyć piekło na ziemi z tą myślą wstałem i podszedłem do szafy. Wyjąłem z niej spodnie moro, bieliznę i czarną bluzkę na krótki rękaw, było tu tak gorąco jak w saunie. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu 5.55 czas się zbierać, lecz jednak zostawię telefon w pokoju. Pociągnąłem klamkę i wyszedłem na korytarz, zamknąłem w miarę cicho drzwi. Tak w sumie nie wiedziałem gdzie iść, lecz coś podpowiadało mi, iż mam iść w stronę mniejszych numerów. a jakoś się odnajdę. I tak się stało poszedłem tam gdzie inne dzieciaki, trafiłem do stołówki, robiłem tak samo jak one, podszedłem po tackę z tym paskudnie wyglądającym żarciem, tylko, że ja usiadłem sam zboku. a nie w grupach jak inni. Pierwszy kęs tego paskudztwa, zero reakcji wymiotnej, czyli da się to jednak zjeść. Małymi kęsami jakoś zjadłem połowę tego czegoś. Spostrzegłem, że niektórzy wychodzą stąd z osobami ubranymi w mundurach, nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu, odruchowo spojrzałem się w stronę postaci.
- Jesteś chyba nowy? Nigdy cię tu nie widziałem. - zaczął przyjaźnie
Był to młody chłopak o blond włosach, niebieskich oczach i łagodnych rysach twarzy. Przysiadł się do mnie ze swoją tacką, zwróciłem jego uwagę czy sam mnie znalazł w tym tłumie, o to jest pytanie.
- Tak, jakby. - odpowiedziałem mu
- Czyli nowy, jestem Stevenson a ty? - podał mi rękę
- Black. - ścisnąłem dłoń chłopakowi
- Mamy jeszcze około 10 minut, ten idiota zawsze się spóźnia.
- A idiota to kto? - dopytywałem się
- Nasz ukochany trener, radze ci mu nie podskakiwać, ma dziwne kary za nie przestrzeganie dyscypliny. - powiedział to zdanie ciszej bym tylko ja usłyszał
- Jak mnie nie wnerwi, to będę spokojny – mruknąłem
- Ostrzegałem jak coś, skończyłeś jeść? Coś czuję, że zaraz tu będzie....
Poszedłem za chłopakiem, odstawiliśmy tacki i jak przewidział po niespełna dwóch minutach w stołówce znalazł się młody, wysoki mężczyzna. Miał brązowe włosy i piwne oczy. Wyprowadził nas z stołówki i zaprowadził do strzelnicy, gadał coś o tym, że poznaliśmy już jakieś pozycje i je dzisiaj wykorzystamy. Przez cały czas patrzył tylko na mnie, Ręce wyżej, to nie ta pozycja, czy wy wiecie jak wygląda pozycja Natowska?! Black jak ty trzymasz tą broń?! krzyczał, lecz ja skupiałem się tylko na celowaniu, trafiałem w sto punktów. Wiedziałem, że to ślepaki, ale za każdy wystrzał z broni się dla mnie liczył. Nie spodobało mu się to, że go nie słucham widać było to po jego wyrazie twarzy.
- Black, gleba za brak subordynacji w postaci nie słuchania się dowódcy 100 pompek już! - wrzasnął. Wszyscy spojrzeli się na mnie zastanawiając się co zrobię.
- Nie. - sprzeciwiłem się, robiłem co należy. Może był zazdrosny o to, iż uczeń jest silniejszy od mistrza? Stevenson spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co powiedziałeś? Gleba psie, masz ostatnią szanse!
- Nie wykonam rozkazu. - trwałem w swoim przekonaniu
- Dość tego Black, daj prawą rękę. - zadecydował zły
Ten rozkaz spełniłem, złapał ją mocno u nadgarstka po czym z jednej kieszeni swoich zielonych bojówek wyjął nóż taktyczny piłę, nie jeden by teraz błagał, przepraszał i szarpał się, lecz ja nawet nie drgnąłem. Rozciął w poziomie skórę, na mojej twarzy nie było żadnej reakcji nawet nie krzyknąłem kiedy ostrze wpiło się w skórę.
- To cie nauczy szacunku szczeniaku. Koniec treningu rozejść się! - wrzasnął i opuściliśmy to miejsce
Rozmawiałem jeszcze do skrzyżowania korytarzy ze Stevenson'em, jego też nie ruszył widok rozciętej dłoni, krew swobodnie po niej płynęła, gdzie nie gdzie skapując na podłogę. Po pożegnaniu się ruszyłem w stronę mojego pokoju. W tym samym miejscu co wczoraj spotkałem Biance tym razem nie uciekała, wyglądała jakby się przechadzała po tym miejscu. Tak jak się spodziewałem jej uwagę przykuła rana szarpana, która krwawiła.

<Bianca?>

wtorek, 1 listopada 2016

Od Logana cd. historii Bianci

Moje zdziwienie było ogromne gdy Bianca uznała mnie za normalnego człowieka. Sama opowiedziała mi jak tu trafiła rok temu, przez swoje nieudane urodziny, ja jak i ona mieliśmy nie udane życie, eh... Nie zrozumiałem tylko części, że to przez nią, nie chciałem wyjść na wścibskiego, więc nie dociekałem. Moje przemyślenia przerwało bardzo mocne trzaśnięcie drzwi gdzieś w pobliżu.
- Kurde, nie umieją głośniej? - poirytowałem się
Spojrzałem na zegar, dochodziła dziewiętnasta. Długo tu już siedzimy, ale nie przeszkadza mi jej obecność, wreszcie mogłem się do kogoś odezwać. Przymknąłem oczy, zmęczenie dawało już o sobie znaki, brakuje jeszcze ziewania. Podszedłem pewnym krokiem do drzwi, przyłożyłem do nich ucho i nasłuchiwałem, kroki ustały, cisza. Uchyliłem je, brak żywej duszy, pościg się skończył, poddali się z powrotem zamknąłem drzwi. Usiadłem się na łóżku, spojrzałem po raz kolejny dzisiaj na Biance, wiedziała już pewnie o co chodzi. Oparłem głowę o ścianę i się odezwałem.
- Poddali się, jak chcesz możesz już iść. Mam jeszcze jedno pytanie, skoro mają nas tu szkolić, to co mam jutro zrobić? Mogę spać do, której mi się żywnie podoba, czy macie tutaj jakąś godzinę? - zapytałem się. Sam nie wiem czemu i tak czy siak nie wstanę im na pewno o 7 czy 8, lecz przezorny zawsze ubezpieczony.

<Bianca?>

Od Logana cd. historii Bianci

- Skąd się tu wziąłeś? Znaczy... Jak cię złapali – zapytała
Zagryzłem zęby, nie był to najlepszy moment mojego życia. To co przeżyłem przez 9 lat było straszne jak i zabawne. Nie wstydziłem się tego, lecz gdy zawsze odpowiadam na to pytanie zostaje zawsze sam. Uznają cię za nienormalnego, morderce, jakiegoś idiotę co nie zna litości, ale nikt nie wie, że często nie miałem odwagi kogoś zabić.
- Naprawdę chcesz o tym słuchać? - zapytałem podnosząc na nią wzrok.
Jej odpowiedź była pozytywna. Odchyliłem mocno głowę, weź się w garść Black powtarzałem sobie i tak wcześniej czy później to pytanie musiało paść. Odetchnąłem głęboko i zacząłem opowiadać.
- No dobra i tak później uciekniesz albo mnie z nienawidzisz. Dziewięć lat temu moi rodzice zostali zabici przez mafię, kazali mi uciekać i znalazłem się na ulicy. Nie wiedziałem co robić, wtedy pojawił się on Jack, był postrachem w zachodnich dzielnicach. Policja nigdy go nie potrafiła złapać, nauczył mnie jak przetrwać, strzelać z broni, uciekać. Był dla mnie jak starszy brat, lecz tamtego dnia, dwa miesiące temu wszystko się zmieniło. Mieliśmy zlecenie, zamotaliśmy się na prostym alarmie. Musieliśmy uciekać, wymienialiśmy się pociskami z policją, lecz jedna kula leciaał perfekcyjnie na mnie, ale on przyjął ją na siebie. Obronił mnie, kula padła koło serca, ostatnie słowa jakie powiedział to Teraz przeżyjesz piekło, ale wiem, że dasz rade młody. Nie daj się złamać, a będzie dobrze. Później poczułem tylko uderzenie w tył głowy, wylądowałem w poprawczaku. Słyszałem, że nie przeżył zabiegu, byłem załamany. Nic nie jadłem, nie piłem, stwierdzili stan przed depresyjny, ale jakoś się pozbierałem. Zrobiłem to dla niego, każdy kto mnie sprowokował lądował w skrzydle szpitalnym, łatwo nie dało się mnie złapać zapamiętywałem wszystko i wszystkich, lecz pewnego dnia słyszałem, że mają mnie gdzieś przenieść. Pamiętam tylko założoną na oczy czarną opaskę i obudzenie się tutaj nic więcej...
Zapadła cisza, wbiłem wzrok w podłogę. Nienawidziłem o tym mówić, jestem aktorem, a to mój teatr, w którym kryje uczucia. Wszyscy dla których byłem zwykłym człowiekiem umarli. Zawsze walcz o swoje, nie daj się nikomu złamać i myśl pozytywnie, tym się kieruje, a może tylko tak mówię? Spojrzałem na nią, wbiła swoje oczy we mnie.
- Co teraz? Pójdziesz wszystkim rozpowiedzieć o tym, że jest tu morderca? Pewnie uważasz mnie za jakiegoś psychola? Zawsze tak jest, zawsze jestem samotny... Może lepiej byłoby skłamać? Ale po co prawda i tak wyszłaby później na jaw... A więc co zrobisz? - zapytałem i czekałem co odpowie Bianca

<Bianca?>

Od Logana cd. historii Bianci

Słuchałem uważnie o czym mówiła mi dziewczyna, dowiedziałem się, że na imię ma Bianca. Informacja, że znajduje się Filadelfii zdziwiła mnie, ale to co usłyszałem potem wstrząsnęła mną. Mają nas wyszkolić na dziecięce wojsko, morderców w sumie tym drugim już w jakimś stopniu byłem. Myślałem, że trafie do poprawczaka a tu takie coś. Sam nie wiedziałem co o tym sądzić. W dodatku Bianca mówiła coś o jakiś badaniach, pewnie i ja będę musiał przez to przejść i nie sądzę by skończyło się na sprawdzeniu gardła. Kochany rząd wie co dla nas najlepsze. Najchętniej temu kto to wymyślił wybił bym mu ten chory pomysł z głowy, DOSŁOWNIE. Popatrzyłem na dziewczynkę jeszcze raz, wbiła wzrok w podłogę, widocznie nad czymś myślała.
- Jeśli chcą zrobić ze mnie posłusznego psa słuchającego się ich rozkazów to prędzej tutaj zdechnę niż tak się stanie – oznajmiłem jej
Podszedłem do okna, piękne widoki Finlandii zdawałoby się, że przyjechałem tutaj na wakacje. Jednak czuje, że te dni, które tutaj spędzę będą piekłem, ale wiem jedno nie złamie się tak łatwo. Popatrzyłem w stronę Bianci, stała w tym samym miejscu, lecz patrzyła teraz na mnie. Chyba zrozumiała z jakiej gliny jestem ulepiony. Strzepałem resztę piasku z ubrania, głód przestał mi już dokuczać. Jakbym nasycił się tymi informacjami.
- Co zamierzasz? Sądzę, że ci frajerzy ci nie odpuszczą. - powiedziałem krzyżując ręce na piersi i opierając się o parapet

<Bianca?>

poniedziałek, 31 października 2016

Od Logana cd. historii Bianci

- Weź mnie nie wydaj – powiedziała wbiegając do mojego pokoju
Zdziwiłem się, musiała coś przeskrobać. Usłyszałem jak trzech lub czterech ludzi biegnie w moim kierunku. Kłopoty tylko to przyszło mi przez myśl. Dawno nie byłem w takiej sytuacji, wszedłem do pokoju zamykając po cichu drzwi, dziewczynka patrzyła się na mnie pytającym wzrokiem jaka będzie moja decyzja. Przygryzłem lekko dolną wargę i powiedziałem.
- Słuchaj, nie wiem co zrobiłaś i czy to twoja wina, ale chamem nie jestem i cię nie wydam.
- Dzięki – odpowiedziała
- Zaraz tu będą, co prawda nie uczyli się chyba zasad skradania. Właź do szafy zakryj się ciuchami i siedź cicho.
Nieznajoma zrobiła to bardzo szybko, zasunąłem za nią dokładnie drzwi szafy. Usiadłem na parapecie, patrząc się na las, w którym tak nie dawno jeździłem. Usłyszałem trzask sąsiednich drzwi, zaraz tu będą, tak jak przewidziałem drzwi zostały otwarte a do środka wparowała trójka mężczyzn. Posłałem im pełne pogardy spojrzenie.
- Czego? - zapytałem zły
- Nie pamiętam cię, ale widziałeś tu taką małą jędze? - spytał jeden z mężczyzn
- Człowieku dopiero co wstałem, a ty mnie już pytaniami zasypujesz. - odpowiedziałem mu
- Niech ci będzie, ale jeśli coś ukryłeś to masz przesrane młody. - powiedział wychodząc z swoimi ludźmi.
Słyszałem jak odchodzą w stronę korytarzy minus 100. Podszedłem do szafy odsunąłem lewe skrzydło i kazałem dziewczynie wyjść. Upadłem na łóżko rozciągając się, po tej czynności znowu usiadłem, mogłem przyjrzeć się jej uważniej. Rude włosy, jasna cera, ma pewnie nie więcej niż 13 lat.
- Mam do ciebie parę pytań. Po pierwsze jak się nazywasz, bo nie chce mówić do ciebie wciąż dziewczynko, po drugie gdzie ja jestem i po trzecie czego oni od ciebie chcieli? A i gdzie moje maniery jestem Logan, Logan Black.

<Bianca?>

piątek, 28 października 2016

Od Logana

Połowa mojego życia jest zasłonięta grubą czarną opaską. Nic dziwnego, w dzisiejszych czasach prawie wszystko co widzimy i słyszymy jest propagandą. Jestem osobą potrafiącą zapamiętać każdy przedmiot, pokój a także miejsce. Moje oczy są zasłaniane zawsze gdy mam czegoś nie pamiętać. Może gdyby moi rodzice żyli to wszystko wyglądałoby inaczej, chodź w to wątpię. Ten świat byłby i tak miejscem, w którym roi się od szyderców i zła.
***
Obudziłem się w kremowym pokoju, chwile zastanawiałem się co ja tu robię, ale po chwili uświadomiłem sobie co się stało. Zostałem przeniesiony, nie zastanawiając się długo wstałem i rozejrzałem się po pokoju. Powiem wam szczerze, że zaszaleli. W pokoju znajdowało się dwuosobowe łóżko koloru czarnego, na którym rozłożona była biało-czarna pościel. W prawym koncie znajdowała się rozsuwana szafa z trzema komorami. Natomiast w lewym biurko, nad którym wisiał zegar ścienny wskazujący godzinę 15.30. Moją uwagę przykuło okno z szerokim parapetem, bez zastanowienia podszedłem i usiadłem na nim wpatrując się w widoki za oknem. W oddali zauważyłem lasek, spojrzałem jeszcze raz na biurko i zauważyłem na nim mojego iphone'a. Jak zawsze wyjęta karta SD i Sim. Na szczęście zostały na nim wszystkie aplikacje. Otworzyłem aplikacje śledzącą moje Kawasaki, i co się okazało? Tak było tutaj, iskierki zagrały mi w oczach. Spojrzałem na swój strój, brudny i rozdarty gdzieniegdzie. Przesunąłem drzwi szafy, tak jak się spodziewałem były tam rzeczy na zmianę. Ubrałem szybko czarne dżinsy oraz czarną bluzę z białymi napisami. Po tych czynnościach podszedłem do drzwi, zauważyłem obok nich jeszcze jedne pewnie prowadzące do łazienki. Nacisnąłem klamkę, spodziewałem się, że będą zamknięte, a tu proszę otwarte. Wyszedłem na korytarz pełen od drzwi oznaczonych różnymi liczbami, obejrzałem się za siebie, na moich widniała liczba 130. Szedłem tam gdzie prowadziła mnie apka, zdziwił mnie brak żywej duszy. Nigdzie nie było widać człowieka, w sumie to i dobrze, rozglądałem się po tym miejscu, było tu dużo korytarzy i gdzie nie gdzie brak oznakowanych drzwi musiały to być miejsca bardziej ważne. Wreszcie dotarłem zdjąłem czarną płachtę z ścigacza i zająłem się blokadami kół. Parę lat na ulicy nauczyło mnie jak to się robi i po chwili zielono-czarna „bestia” była wolna. Kluczyki były w stacyjce, kask na kierownicy, co tu się zastanawiać trzeba jechać. Pędziłem przez las z tym uczuciem kiedy wsiadłem na tą maszynę po raz pierwszy. Przez małe zagapienie wjechałem na korzeń i straciłem równowagę upadając. Odchyliłem mocno głowę do tyłu, tak tego mi brakowało. Nie zwróciłem uwagi na to, iż zrobiłem dziurę w spodniach i to, że jestem cały brudny od piasku. Wstałem i ruszyłem dalej, gdy przejechałem już spory kawałek poczułem głód i zmęczenie. Nic dzisiaj nie jadłem i szybko wyczerpałem organizm jazdą. Zobaczyłem godzinę na telefonie dochodziła 18. Westchnąłem poprawiłem Kask i zawróciłem, spytasz się pewnie dlaczego? Masz szanse uciec hello? Odpowiem ci, znajdą mnie najszybciej jak potrafią, Kawasaki jest zarejestrowane a szkoda mi tej „zabawki”. Będzie jeszcze dużo okazji na ucieczkę. Zapamiętałem bezbłędnie całą drogę, tuż przed budynkiem zeskoczyłem z maszyny i wprowadziłem ją bezszelestnie do budynku. Zablokowałem koła i przykryłem ścigacz płachtą zostawiając kluczki w stacyjce. Kierowałem się do pokoju 130, gdy wpadłem na jakąś dziewczynkę.

<Bianca?>

czwartek, 27 października 2016

Logan Black

 http://ri.pinger.pl/pgr477/e3a005e00001737a522a3176/bernat.jpg
Imię i Nazwisko| Logan Black
Wiek| 17 lat
Charakter| Uśmiech? Zniknął z jego twarzy 9 lat temu, ale czasem się ujawnia. Szczęście? Zapomniał co to za uczucie. Mimo tego wszystkiego próbuje czerpać garściami z życia. Miały być studia, lecz była ulica i przeszłość kryminalna. Urodzony w Nowym Yorku, rodzice? zginęli przez mafie, ostał się tylko on. Został groźnym przestępcą złapanym w obławie policyjnej. Logan na pierwszy rzut oka wydaje się zgorzkniały do szpiku kości, lecz gdy się go pozna bliżej okazuje się przyjacielski. Oczywiście została w jego sercu jakaś cząstka współczucia i wrażliwości. Chłopak jest dobrym słuchaczem, szanuje osoby, które się przed nim otwierają. Czasami na polu walki nie zważa na polecenia, wtedy liczy się tylko przeżycie i wygranie. W życiu kieruje się zasadami takimi jak: „Zabij albo zostań zabitym” lub „Padłeś? Powstań! Podnieś broń i biegnij dalej”. Woli pracować sam, lecz zespół mu nie przeszkadza. Nienawidzi gdy ktoś traktuje go ulgowo, zawsze stara się wykorzystać 100% wszystkich możliwości. Nie pozwala też sobą pomiatać, jego wzrok może „zabić” słabych psychicznie. Lubi wpatrywać się w widoki za oknem, gdy to robi zastanawia się jak wyglądałby świat bez wojen, cierpienia, bólu i strachu.
Zauroczenie| Brak
Umiejętności| Najważniejszą umiejętnością Logana są oczy, które potrafią zapamiętać każde miejsce nawet jeśli był tu dopiero pierwszy raz. Dlatego podczas misji na orientacje w terenie są dobrze zasłaniane grubą, czarną, opaską. Kolejną zdolnością jest zwinność i szybkość, lubi biegać na długie dystanse, jako przestępca uprawiał parkur, który często wykorzystuje podczas treningu. Kocha strzelać z broni, nigdy nie chybia, lecz nie wybrzydza kiedy musi użyć broni białej. Jest też jak na chłopaka przystało silny. Poza polem walki interesuje się jazdą konną, jeździ także swoim Kawasaki Ninja ZX-10r
Kontakt| vassalord