Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isaac William Turner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isaac William Turner. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2016

Od Isaac'a cd. historii Bianci

Dziewczyna wpatrywała się prosto w oczy Isaaca. Była wściekła na niego, była wściekła na każdego strażnika, nauczyciela czy jakiegokolwiek innego pracownia tego ośrodka. Była wściekła na nich wszystkich, wyłącznie za to, że istnieją. Instynktownie mrużyła oczy, lecz nie starała się uciec. Zbyt głupia, by powstrzymać się od oporu, wystarczająco bystra do niewszczęcia alarmu. Nie dlatego że nie pragnie umrzeć... sama przecież właśnie przyznała, że śmierć przyniosłaby jej ulgę. Wbrew temu, co można by mówić o tutejszych strażnikach - zadziwiająco często udaje mu się uniknąć postrzelenia zbiegów; Otrzymują oni o wiele gorsze kary, a dziewczyna dobrze o tym wie.
— Niestety nikt cię tu nie zabije. — Stwierdził, gdy wreszcie udało mu się ostatecznie stłumić ból. Jakimś cudem odruchy wymiotne nadal się nie pojawiły... ChoIera, dziewczyna naprawdę mocno się odbiła. Łasica. Że zabawne porównanie? Idealnie pasuje. Zwinne to, małe... Gdy Isaac się odezwał, Bianca jedynie bardziej zmrużyła oczy. Miał wrażenie, jakby zaraz faktycznie miała zamiar na niego warknąć - Uprzedził ją gwizdnięciem, na które spod jego kurtki ponownie wyskoczył ulubiony szczur. Tym razem polecenie brzmiało „atak”, o czym dziewczyna oczywiście poznała się zaraz potem.
Zwierzak nie miał tym razem za zadanie dotkliwie krzywdzić nikogo, miał jedynie zmusić ją do upadku i poddania się... jest w tym naprawdę dobry; Skrobiąc się pod ubraniami swoimi malutkimi, ostrymi pazurkami i podgryzając gdzie tylko się da prędko udało mu się doprowadzić małą do obłędu. Mogła próbować go dorwać, chwycić, zgnieść czy cokolwiek... niemniej nie zrobiła tego. Nie dlatego, że nie chciała. Oh, na pewno... nie gdy tylko znajdywała jego położenie, on błyskawicznie je zmieniał. Tym samym sprowadzenie jej do poziomu zimnych płytek podłogowych zajęło mu niespełna dwie minuty. Isaac nie próbował stłumić uśmiechu. Był dumny z gryzonia, choć ten sposób obezwładnienia był nie tylko zabawny, ale również pójściem na łatwiznę. Nie powinien go stosować. Miał podejść do niej i skręcić jej rękę, doprowadzić do płaczu i wciągnąć w tym stanie z powrotem na stołówkę. Ale tego nie zrobił. Chwycił ją za rękę i zbliżył się do niej.
— A teraz lepiej postaraj się o najszczerszą rozpacz i cierpienie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłaś, bo wracamy na salę, a ja nie mam pomysłu na wytłumaczenie braku złamanej ręki. — Jego plan co do dziewczyny jeszcze się nie skończył, z pewnością... niemniej w tej chwili faktycznie wprowadził ją z powrotem na stołówkę.

<Bianca? Wybacz, że tak długo. Kompletnie nie miałam pomysłu na to opo, a i tak wyszła jakaś beznadzieja ;_;>

piątek, 14 października 2016

Od Isaac'a cd. historii Bianci

Dziewczynka nawet nie starała się udawać, że choćby toleruje obecność mężczyzny przy tym samym stole, przy którym ona właśnie kończyła – ciekawe dlaczego – jeść. Nie miała ochoty się z nim zadawać... widział to on, widzieli to inni, i obie strony to rozumiały. Choć Isaac musiał przyznać sam przed sobą: Uwaga o chorobie Jasa nieco go uraziła. Mała opuściła stół najprędzej, jak tylko mogła, podczas gdy Isaac brał dopiero pierwszy kęs swojego śniadania.
— Wcale nie takie złe. — Mruknął do szczura, przeżuwając brązową papkę... "nie wygląda może najlepiej, ale jest smaczne." Wzruszył ramionami i jadł dalej, ukradkiem spoglądając na odchodzącą dumnie dziewczynę.
> Oni wszyscy, te wszystkie dzieciaki naprawdę przypominają mu jego samego. Pozbawione rodzin, względnie samotne choć otoczone rówieśnikami. One wszystkie z początku zawsze są albo uparte, albo przerażone. Czasem na przemian. Potem są tylko bardziej agresywne, uczą się przetrwania... i jeszcze bardziej nienawidzą jego i innych strażników, ale są nauczone tego, czego mają się tu nauczyć – a to jest priorytet. Isaac nie przejmuje się już, że większość dzieciaków go nie znosi. Oni wszyscy po prostu go omijają... chyba żaden nie jest na tyle głupi, by ruszać na niego z widelcami. Za to ci, którym udowodnił, iż w rzeczywistości nie stoi do końca po żadnej ze stron – choć oczywiście nie jest to prawda; Jest człowiekiem, a ludzie zawsze mają nieobiektywne opinie, do tych obiektywnych mogą się co najwyżej zmusić... nieobiektywną opinią Isaaca na temat ośrodków szkoleniowych i przetrzymywania w nich dzieci jest taka, że każde działania niosą za sobą negatywne skutki, lecz czasem warto. "Drugi kęs papki wylądował w przełyku" i mężczyzna poczuł jakby ukłucie na karku. Jego lewa ręka błyskawicznie ruszyła do ataku, plaskając jego własny kark... ale odczucie okazało się nie być komarem, a kawałkiem naostrzonego patyka, którym rzucił jeden ze starszych uczniów. "niektórzy z nich mają nietypowe sposoby treningu." Mężczyzna od razu wiedział, w którą stronę powinien spojrzeć. Nie zwracał nawet uwagi na te kilka kropel krwi, które ulało się spod jego naruszonej skóry. Isaac zmienił swoją minę nie do poznania, wstał podpierając się na rękach i celowo odsuwając swoje krzesło z denerwującym piskiem. Kilkanaście metrów od niego siedział Leo Martinez, obecnie siedemnastolatek, który trafił do ośrodka w wieku jedenastu lat. Z początku nie znosił Isaaca, potem przez jakiś czas korzystał z jego korepetycji... a później z powrotem się do niego odwrócił, bez wyraźnego powodu nienawidząc go jeszcze bardziej. Niemniej, gdy tylko spoczął na nim wzrok perfekcyjnie odgrywającego rolę bezwzględnego ochroniarza Isaaca, zamarł w bezruchu. Dobrze wiedział, co go czeka... i niedługo musiał tego wyczekiwać. Mężczyzna bez problemu wygiął jego rękę prowadząc niemal do złamania i przygwoździł chłopaka do stołu. O mało nie trafił nim w talerz.
— Czyżbyś zapomniał, gdzie twoje miejsce? — Warknął brutal, którego szczur wyglądał zza kołnierza na przerażonego chłopaka. Inni strażnicy, przyglądający się całemu zajściu, jedynie się przyglądali. Taki już tu zwyczaj, że kiedy jeden interweniuje, a dzieciaki się nie buntują, to się mu nie pomaga. Leo nie odpowiadał, na stół spłynęła tylko jakaś zbłąkana łza. — Słucham cię. — Isaac nie odpuszczał. Poprawił swój chwyt na ramieniu chłopaka, dzieciak jęknął.
— Nie, sir. — krzyknął, powstrzymując się od płaczu. — naprawdę! Przysięgam... proszę! — Ostatnie kilka sekund udręki i koniec. Zupełnie, jakby nic się nie stało.
— No. To chciałem usłyszeć. — Mężczyzna poklepał go po ramieniu i w pełni się wyprostował. — Nie rób tego więcej. Następnym razem możesz nie trafić na mnie. — To prawda. W gruncie rzeczy metody Williama wcale nie są najgorsze w ośrodku... choć wielu uczniów po takim pokazie mogłoby uznać go za człowieka niezwykle strasznego, równie wielu po ów zajściu szepce do innych "Dobrze, że to tylko Isaac." — bo skręcone ramie to doprawdy nie ostateczność. Nie w tym miejscu.
> Isaac wrócił już do stołu, dokończyć śniadanie, gdy zauważył... „Ona nadal tu jest?” Owszem. Rudowłosa dziewczynka cały czas stała w tym samym miejscu, w którym Isaac widział ją ostatnio. Stała tak z tacą w ręku i przyglądała się mu, próbując wiercić się w jego myśli. A może wydłubać mu oczy? Pewnie obie opcje są równie prawdziwe. Dopijała herbatę, której Isaac osobiście nie lubi. Woli kawę.
— Jesteś obrzydliwy. — Powiedziała. Wyczytał to z jej ust... nie jest w tym może najlepszy, aczkolwiek dobrze kojarzy ten akurat dobór słów. Wielu już mu to powtarzało, szczególnie w złości, po tego typu sytuacjach. Oparł się jedną ręką o oparcie krzesła, wyginając się do tyłu.
— Wcale nie. — Rzekł, patrząc jej w oczy. „Przegiął?” Dziewczyna wybuchła, szła na niego z zadziwiającą prędkością... „Czy ona naprawdę ma zamiar to zrobić?”
Nie musiał sobie na to odpowiadać. Nim się zorientował, otrzymał od niej całkiem udanego lewego sierpowego... aczkolwiek niezbyt silnego, toteż nie wywarł na nim takiego wrażenia. Większą rolę odgrywała tu sama scena. Mimo woli chwycił się za szczękę. Drugą zaś ręką pokazał 'znajomym z pracy', by nie interweniowali. — Poćwicz nad mięśniami. Marnie z tym trochę. — Powiedział, łapiąc ją za rękę i ją potrząsając.

<Bianca?>

środa, 12 października 2016

Od Isaac'a

Zakapturzona postać idzie w deszczu, oświetla ją mętne światło latarni. Ulica jest pusta, gdzieś w ciemnym zaułku jedynie bezdomni palą kolejne śmieci, gdy choć odrobinę zelżyć sobie w cierpieniu. Ciemne włosy kobiety wystają spod skrywającego ją młodą twarz kaptura... nikt nie zwraca na nią uwagi, ani na niewielki koszyk, który tak kurczowo trzyma, płacząc.
— Będę tak tęsknić... — Szepce, kładąc go pod drzwiami jednego z ponuro-szarych budynków. Ale nie mam wyboru myśli. Nikt nie zważa na nieprawdziwość tych niewypowiedzianych nigdy słów. Kobieta puka w drzwi i ucieka. Dopiero po minucie otwiera je niebieskooka staruszka. Od razu patrzy w dół, nikogo innego się nie spodziewała. Nie tak późno...
— Chodź tu, biedaku. — Mówi, biorąc niedawno narodzonego chłopka w objęcia. Niemowlę zaczyna płakać. Nie przestaje... czemu miałoby? Matka go zostawiło, przecież nikt mu nie wmówi, że jest inaczej. Czyż nie?

***

— Wiesz, Pengui. Czasem myślę, że ona po prostu mnie nie kochała. — ośmiolatek, siedząc ze swoją czwórką znajomych przy jednym z ognisk. Jest już późna noc, oni jednak nie mogą zasnąć... są głodni. Kto godny może zasnąć? — Helen mówiła mi, że większość matek zostawia w koszyczku chociaż imię, jakąś notkę, aby opiekować się dobrze... ona nie dość, że nie zostawiła nic. Leżałem w koszyczku niemal nagi, tylko opatulony w jakiś kocyk. Niby można by to tłumaczyć. Nie było jej stać, cokolwiek, ale. ChoIera. Nagi, późną jesienią? A co, gdyby nikt nie usłyszał pukania? Ehh... — To faktycznie nie dawało mu spokoju. Dzieciaki poruszały temat rodziców strasznie często, aż niepokojąco. Cała piątka dobrze wiedziała, że nie powinna tego robić. Rozpamiętywanie wszystko utrudnia, ale żadne z nich nie potrafiło powiedzieć:
— Kochani rodzice, co?
— Ta... — Wszyscy chórem. Isaac dołączył do paczki niespełna dwa lata temu. Dokładnie trzy dni po tym, jak cały dom dziecka się spalił, a wszyscy w nim utknęli. Tylko on zdołał uciec, ale nikt nie przejmował się i nie szukał jakiegoś nieistotnego bachora, którego nawet matka nie chciała. Cóż, to nie moja wina. Sorry. Tułał się po ulicach i żebrał o byle kawałek chleba, aż spotkał Pengui'ego i jego bandę, która go przygarnęła. Był najmłodszy w grupie. Sam Pengui był od niego pół roku starszy, Elise miała dziewięć lat, a bliźniaczki – Molly i Cat po dwanaście. Od razu polubili kruczoczarnego Isaaca. W tym momencie dopiero uczył się kraść, aczkolwiek wcale nie szło mu to tak źle...
>Następnego wieczoru odbył się pierwszy skok, jakiego Will dokonał samemu. Poszło mu świetnie, a paczka ze sprzedaży drobiazgów miała jedzenia na dwa tygodnie. To prawdziwy sukces, gdy mówi się o życiu na ulicy. Serio. Pozwolili sobie nawet na kupienie kilku bandaży i leków przeciwbólowych, tak w razie czego.
— Widzisz? Nie była tak źle! — Cała czwórka była naprawdę podekscytowana, gdy zobaczyli zawartość kieszeni chłopaka. Ach, wszystkie te wisiorki opchnęli za naprawdę niezłą sumkę. Nie w sklepie, rzecz jasna... kto byłby tak tępy i sprzedawał kradzione w sklepie? Przynajmniej w 'prawdziwym'. Choć w sumie... sklep to sklep, co nie?
Później były kolejne włamania i inne kradzieże. Ale przynajmniej już się nie nudził. Ta ostatnia ucieczka była szczególnie emocjonująca... jedynie upadek Pengui'ego nie był zbyt krzepiący. Isaac naprawdę starał się go utrzymać, ale cóż mógł zdziałać? Pengui złamał nogę i nie miał jak wspiąć się z powrotem. Trzeba było zwiewać. Ty albo on, Isaac! No, już. Chodź! – parę dachów dalej i tak ich złapali, ale przynajmniej trochę bardziej zmęczyli gliniarzy. Cholerne psy, niech ganiają za piłką.

Isaac zupełnie nie ma pojęcia, co później stało się z resztą paczki. Być może została odesłana do więzienia, a może – co sam chłopak uważa za znacznie bardziej prawdopodobne – odesłano ich do innych ośrodków. Pewnie nie chcieli ryzykować prób ucieczki. Nie wiedzieli tylko, że gdy tylko Isaac został wprowadzony za mury i pokazano mu wszystkie warunki pobytu... mimo wielu zakazów i obowiązków, już wiedział, iż nigdy nie zechce stamtąd uciec. I nie próbował, ani razu... choć inni wielokrotnie usiłowali tego dokonać i przekonać go do tego samego. Czy nie widzisz, co oni nam robią, Isaac?!, ale on tylko odpowiadał Wiem. Wszystko to już wiem... walcz, albo giń. i wracali do kucia planów budynku, a potem zmagali się z tego konsekwencjami.

*Dziś*

Tego ranka mężczyznę wyjątkowo obudził tradycyjny świst grającego na pełen głośnik telefonu. Skłamałabym, gdybym stwierdziła iż była to przyjemna pobudka. Niemniej mężczyzna podszedł do wyłączenia alarmu zaskakująco spokojnie. Ospale wychylił rękę spod kołdry, przechylił się lekko w bok i chwycił smartfona w dłoń. Dopiero, gdy spojrzał w jego ekran – 9:00 – przesunął palcem po ekranie. Muzyka przestała lecieć, a William jeszcze chwilę leżał w bezruchu.
— Wstydziłbyś się, Jas. — powiedział nagłos, patrząc w sufit. Biały gryzoń wylegujący się na jednym z kolorowych hamaków wewnątrz klatki podniósł z zainteresowaniem głowę. „Do mnie to było?” Zdawał się pytać, ale nie otrzymał odpowiedzi. Ale cóż... co prawda, to prawda. Szczur zawsze budził się wcześniej i dbał o napełnienie miski jeszcze przed ósmą trzydzieści, tak by Isaac zdążył na spokojnie przebrać się i zjeść śniadanie, by potem mieć jeszcze trochę wolnego czasu na poranny trening. teraz będzie musiał się śpieszyć i nie zdąży pewnie się nawet rozciągnąć... nie, żeby miał żal do zwierzaka. To nie miałoby sensu, musiałby udać obrażonego i zostawić go w klatce na cały dzień. A przecież wszyscy wiemy, że w życiu by tego nie zrobił. Poderwał się więc w końcu z łóżka, odłożył telefon z powrotem tam, gdzie był i wyciągnął z szafy pierwszy lepszy zestaw ubrań. Zmienił bokserki, wsunął czarne jeansy, włożył koszulę i narzucił na siebie płaszcz, co by nie było mu aby chłodno. Mamy w końcu jesień, a spora część jego dnia odbywa się na zewnątrz. Na sam koniec podszedł do klatki i otworzył jej drzwiczki, czarnooki gryzoń błyskawicznie znalazł się na jego ramieniu. Mężczyzna nie zdążył nawet wypowiedzieć swojej kwestii... niemniej i tak postanowił ją odbębnić:
— No, wskakuj. — Rzucił, zamykając klatkę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o przebywanie w pokoju... wyszedł więc niego, zamknął drzwi na klucz i skierował się na stołówkę, w której – swoją drogą – była już cała chmara dzieciaków czekających na śniadanie. Gdy tylko wkroczył na salę, spora część z nich skierowała na niego wzrok, doprawdy zaskoczony. Inni członkowie personelu jadają w osobnej stołówce, przeznaczonej specjalnie dla nich. te wszystkie zdziwione dzieciaki to zapewne nowi, którzy jeszcze nie zdążyli go poznać. Uśmiechnął się do nich, wziął tacę z jedzeniem i już po kilku minutach stania w kolejce siedział obok niewielkiej grupki 'pierwszaków'. Miał zamiar już się im przedstawić, zanim jeszcze będzie musiał powstrzymywać ich po kolei przed ucieczką. Co i tak pewnie się stanie... ale przynajmniej zdążą się z nim jako-tako zapoznać. Siedział obok pewnej małej dziewczynki. Wydawała mu się znajoma, aczkolwiek patrzyła na niego z takim samym zdziwieniem, co pozostali.
— Nie, nie jestem uczniem — Zaśmiał się na początek. To miało rozluźnić atmosferę, aczkolwiek niewiele zdziałało. Oczywiście, nie ma przecież powodu, dla którego te dzieciaki miałyby się uśmiechać. Większość z nich jest tu w końcu pod przymusem, nie z własnej woli. Są wściekłe, sfrustrowane i przerażone. — Pracuje w ośrodku jako jeden z ochroniarzy... — Mówił dalej. — ale gdybyście potrzebowali pomocy, zawsze możecie śmiało pytać o Isaaca. O ile nie będzie to nic związanego z zaszkodzeniem ośrodkowi... chętnie pomogę. Wierzcie mi, taka osoba tutaj naprawdę może się przydać. No i przechodziłem to samo, co wy. Mnie też kiedyś tu przywieźli, ale wyszło mi to na dobre.
— Tyle masz do powiedzenia? — Spytała ta sama ruda dziewczynka, która wcześniej była dziwnie znajoma mężczyźnie. — Nie martwcie się, naprostujemy was? — trzeba przyznać, że w pierwszych chwilach nie był pewien, co powinien odpowiedzieć. Ale i tak to zrobił, po chwili namysłu.
— Skoro tak to ujmujesz – owszem. Chciałem tylko zapewnić was, że jeśli nie będziecie sprawiać problemów, pobyt tu może być dla was czystą przyjemnością... w przeciwnym razie – niestety sami się przekonacie. W każdym razie... ja jestem dostępny o każdej porze.
— A to co? — Nieco starszy od dziewczynki – z twarzy – chłopak wzdrygnął się, widząc wystający zza płaszcza mężczyzny ogon.
— To? — Zaśmiał się. — Jas. Mój szczur. — Powiedział, cmokając dwa razy. Gryzoń posłusznie wybiegł na stół i stanął na dwóch łapach, wpatrując się w oczy przestraszonego chłopaka. Isaac zacmokał po raz kolejny, szczur rozluźnił się.

<Bianca?>

wtorek, 11 października 2016

Isaac William Turner

http://orig10.deviantart.net/3088/f/2011/063/1/2/1270f42d574721762bf73f77f37a1fc4-d3avc8g.jpg
Imię i Nazwisko| Isaac William Turner
Wiek| 34 lata
Charakter| Niektórzy mogliby rzecz, że tacy jak on nie tylko są zepsuci treningami – oni po prostu 'już tacy są'. Patrzy taki na człowieka, z którym nie zamienił nawet słowa i go osądza. „Spójrz, jak on trzyma tego dzieciaka!” mówi, „zaraz złamie mu rękę...” I faktycznie, mają rację. Przynajmniej w części. Isaac to brutal w bardzo wielu sytuacjach, wredny i jakby skostniały człowiek trzymający się sztywno wyuczonych reguł, które były mu powtarzane przez ostatnie dwadzieścia cztery lata: Nie możesz sprzeciwiać się przełożonym, nie wolno ci dezorganizować pracy ośrodka, nie masz prawa uczestniczyć ani wspierać planów sabotażu, ani ucieczki z ośrodka. W niektórych aspektach życia Isaac to po prostu robot... pracuj, a otrzymasz wynagrodzenie. Może nawet jakiś bonus. Podobnie jak inni pracownicy ośrodka, mężczyzna jeszcze nigdy nie powstrzymał się przed podniesieniem ręki na ucznia, nawet gdy był jeszcze w wieku do nich porównywalnym. Aczkolwiek on jako jeden z niewielu rozumie ich ból, choć nigdy takowego nie podzielał. Poza ośrodkiem nie ma nic, jest wyrzutkiem, dla którego trafienie tu było poniekąd ratunkiem. Cieszył się, że codziennie dostaje żarcie, ma ciepły pokój i ach nad głową... mniejsza już o całe te zasady 'wychowania', że niby na ulicy było łatwiej? Poza brakiem ogrzewania, na okrągło pustym żołądkiem i wciąż obecnym ryzykiem zarażenia wścieklizną od byle jakiego porzuconego psa... no właśnie. Dlatego tym bardziej stara się, by żaden uczeń nie zbiegł. Dla niego lepsze już to, aniżeli bezdomność. „Już ty się nie martw, kiedy dorośniesz, zabiorę cię w miasto i pokażę, jak chcesz żyć.” Może i ten punkt jego życia jest dla niego zbyt drażliwy, być może go po prostu drażni i cała ta sytuacja była dla niego zbyt ciężka, żeby tak sobie o niej zapomnieć... a teraz męczy nią wszystkich wokoło, gdy tylko ma okazję. Ale ma racja. On to widzi, i jego współpracownicy też. Chyba tylko uczniowie nie podzielają jego zdania... ale co oni tam wiedzą? „To rozpieszczone dzieciaki. Po kilku miesiącach pobytu w ośrodku wszystkie zapominają o chęci ucieczki.” Do tego... mimo swoich wad i nadmiernej 'troski', Isaac naprawdę potrafi być miły. Ba, jeśli się postara, wzbudza w uczniach nawet zaufanie! Pomaga im w nauce, trenuje na uboczu... wspiera, gdy może to zrobić.
Zauroczenie| Brak; Trudno, by osoba w tym wieku znalazła tu bratnią duszę... no, wśród uczniów – czy też więźniów – na pewno. Aczkolwiek, kto wie... niezbadane są ścieżki wielu aspektów ludzkiego umysłu. W tym i miłość, której nikt nie może w końcu przewidzieć.
Umiejętności| Isaac zawsze przede wszystkim stawiał na siłę i refleks. Już jako mały chłopak zwinnie poruszał się po dachach, skutecznie uprawiając parkour bez zabezpieczeń. Było mu to szczególnie przydatne, gdy uciekał przed policją... aczkolwiek podczas samej nauki w ośrodku także niejednokrotnie udowodnił, iż jest coś wart. Parę razy kładł na łopatki nawet samego nauczyciela, co oczywiście nie znaczy, że jest niezwyciężony. Oh, było te parę niezapomnianych razy, gdy chodził przez tydzień z limę pod prawym okiem. Czasem na obu... no cóż. Niemniej wciąż się ćwiczy i wcale nie wygląda na to, by jego forma miała spaść. Często widzi się go na siłowni, czasem nawet z jakimś uczniem, którego szkoli.
Ciekawostki| Posiada wytresowanego szczura, którego nosi ze sobą, gdziekolwiek by się nie wybierał. Biały gryzoń ma na imię Jas [czyt dżas] i sprawia wrażenie dość przyjaznego... bądź co bądź daje brać się na ręce i tulić ile wlezie – ha, nawet to lubi! – aczkolwiek na jedno słowo swojego właściciela potrafi rzucić się na kogokolwiek... i poczynić niemałe szkody. Małe to i zaskakująco niebezpieczne. Wlezie wszędzie.
Kontakt| Aveshu